Najgorzej jest na wsiach. Z dziada pradziada powtarza się, że śmieci rzeka zabierze. I po kłopocie. Albo daje budowlańcom kilka stówek, by pozbyli się gruzu. A oni jadą z nim nad Wisłę - mówi Dominik Dobrowolski, koordynator "Wiślanej Odysei", która w ten weekend odbywa się w województwie kujawsko-pomorskim.

Aleksandra Lewińska: Od miesięcy sprzątacie Wisłę. Co wygrzebaliście?

Dominik Dobrowolski: Na nabrzeżu - standardowo - królują opakowania: butelki, folie, kanistry. Ale ostatnie tygodnie są wyjątkowe. Wisła odkrywa przed nami cały syf, który się w niej kryje.

Bo poziom wód spadł.

- I doskonale widać, co leży na dnie. I że to, co widzimy na nabrzeżach, to wierzchołek góry lodowej, albo - mówiąc wprost - góry śmieci. Bo przecież większość tego, co wpadnie do rzeki, tonie.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Zawsze jak widzę starą kanapę, lodówkę albo opony w lesie to zastanawiam się, jakim trzeba być dzbanem, żeby się namachać, wsadzić to do do auta i wywieźć ...do lasu, zamiast na PSZOKa.
    Zrozumiałbym, gdyby ktoś był burakiem i po prostu wyrzucał w lesie albo do rzeki coś, co ma pod ręką, np. opakowanie po papierochach. Ale gruz albo stary sprzęt AGD? To i tak trzeba na coś załadować i wywieźć.
    @Killick
    A to Polska właśnie!A w niedzielę do kościółka.Hipokryci.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1