Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Marek Rona zmarł 26 maja 2012 r. Miał 52 lata. Jego nagłe odejście odejście było szokiem. Wydawało się, że ten cichy, niewielkiej postury, skromny, dobry człowiek o uśmiechniętych oczach będzie jeszcze długie lata spacerował ulicami Bydgoszczy. Gdy mieszkał w kamienicy przy pl. Wolności 1 zachodził czasami po sąsiedzku do naszej redakcji znajdującej się dokładnie po drugiej stronie ulicy. Bez narzucania się opowiadał o swojej pracy i planach.

Czasami zdarzało nam się uciąć sobie pogawędkę w parku Kazimierza Wielkiego. Czasami wcale nie o sztuce. Pamiętam naszą ekspercką wymianę złotych myśli przepełnioną sympatią do psów. Jest taki typ ludzi, których sylwetka widziana z daleka sprawia, że zaczynamy się serdecznie uśmiechać. Ja się uśmiechałem, widząc Marka Ronę. Gdy zamieszkał w cichym Ostromecku, brakowało mi go w śródmiejskim krajobrazie Bydgoszczy. 

Marek Rona był przede wszystkim znakomitym i wszechstronnie uzdolnionym plastykiem: malarzem, grafikiem, karykaturzystą, rzeźbiarzem, medalierem. Możemy podziwiać jego liczne prace, bo nie stronił od podejmowania nowych wyzwań. Nic dziwnego, że czytelnicy bydgoskiej „Wyborczej" wybrali go na Artystę Roku 2004. W przestrzeni miejskiej Bydgoszczy pozostawił po sobie m.in. pomnik Chrystusa błogosławiącego miasto, który stoi na ul. Seminaryjnej, jego autorstwa jest również ławeczka gen. Władysława Sikorskiego, która znajduje się w parku Solankowym w Inowrocławiu.

Poza tym stworzył niezliczoną ilość większych i mniejszych dzieł związanych z Bydgoszczą. Właściwie całe jego artystyczne życie kręciło się wokół naszego miasta – łącznie z maskami w Szopce Bydgoskiej, którą tworzył wraz ze Zdzisławem Prussem, bydgoskim publicystą, satyrykiem i poetą.

W tym kontekście tyle ucieszyła, co zaskoczyła mnie internetowa zrzutka na tablicę pamiątkową dla Marka Rony, która miałaby zawisnąć na „jego" kamienicy przy pl. Wolności 1. Zbiórkę organizuje żona artysty Joanna Konwalska-Rona. Potrzeba zaledwie 18 tys. zł, żeby jej marzenie o upamiętnieniu męża mogło stać się realne. Uważam, że nie tylko gestem, ale i rolą władz miasta jest dbanie o pamięć tak wybitnych osobowości jak Marek Rona. Niemniej zachęcam, aby wesprzeć zbiórkę, o której dotąd wiedzą tylko nieliczni. Mimo to już udało się zgromadzić prawie 4 tys. zł.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.