- Każdy z przytomnych Białorusinów wie, że to z naszego kraju strzelają rakietami do naszych sąsiadów, naszych przyjaciół. Z naszego terytorium wjechały rosyjskie czołgi. Ukrainki z dziećmi siedzą w schronach i boją się, czy może nasi żołnierze też nie włączą się do walki i dołączą do tej agresji. To wielki wstyd - mówi białoruski poeta Andrej Chadanowicz. I przeprasza Ukraińców.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Andrej Chadanowicz to białoruski poeta i tłumacz. Od lat w swoich utworach opowiada o tym, co się dzieje za wschodnią granicą. Jest autorem tłumaczenia „Murów" Jacka Kaczmarskiego, które dla białoruskiej opozycji stały się hymnem ostatnich protestów. Od 2021 r. jest członkiem Polskiego PEN Clubu. Obecnie przebywa w Krakowie jako stypendysta programu ICORN (Międzynarodowa Sieć Miast Schronienia). Jest jednym z autorów antologii współczesnej literatury białoruskiej pt. „Wschód wolności" wydanej przez Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy. W listopadzie 2020 r. był gościem spotkania pt. „»Wschód wolności« – prezentacja białoruskiej, niezależnej kultury jest formą wsparcia i wyrazem solidarności dla wolnościowych środowisk na Białorusi", które odbyło się w naszym mieście. 

Wojna na Ukrainie. Piętnasty dzień rosyjskiej inwazji [NA ŻYWO]

Sandra Zakrzewska: Rozmawiałam w ostatnich dniach z wieloma osoba zza naszej wschodniej granicy i w zasadzie wszyscy powtarzają, że do końca nie wierzyli w to, co się stało. Pan też nie wierzył, że wybuch wojny jest możliwy? 

Andrej Chadanowicz: Nie mogę wypowiadać się za wszystkich Białorusinów, ale na pewno dla większości był to szok i absolutnie negatywna niespodzianka. Co prawda w ciągu ostatnich dwóch lat zdążyliśmy się już przyzwyczaić do kiepskich wiadomości – rząd, który nie wspiera swoich ludzi w pandemii, później sfałszowane wybory i wielomiesięczny terror w stosunku do osób, które zdecydowały się wyjść na ulicę. Mamy takie smutne powiedzenie – myśleliśmy, że jesteśmy na dnie, a teraz zapukali od spodu. Wielu Białorusinów mówiło, że obecność rosyjskich wojsk na naszym terenie nie przyniesie niczego dobrego, ale wierzyli, że to tylko szkolenie, a słowa Putina to zwykłe straszenie. Niestety, nie mieliśmy racji. 

Jak wygląda ogólna narracja na Białorusi? Domyślam się, że propaganda działa nie mniej sprawnie niż w Rosji.  

– Od dawna nie oglądałem państwowej telewizji. Latem musiałem wyjechać z Białorusi – najpierw byłem w Warszawie, potem niedaleko Wiednia, a teraz w Krakowie. Oglądam dziś tylko niezależne media, ale całkiem wyobrażam sobie kłamstwo propagandy. Przez długie lata żyliśmy w dyktaturze, która coraz brutalniej walczyła ze swoim narodem.

Teraz nie mamy już nawet symbolicznej niepodległości, a nasz dyktator – na krótkiej putinowskiej smyczy – kompletnie nie liczy się w polityce międzynarodowej. Wszystko, co może, to tylko tłumić sprzeciw wewnątrz kraju.

W ciągu ostatniego roku setki tysięcy Białorusinów wyjechało z kraju z powodu prześladowania albo ze strachu. Druga część osób mieszka jakby w podziemiu, czasem mówimy, że jesteśmy więźniami obozu koncentracyjnego. Tysiące osób siedzi w więzieniach, wiele wyjechało, a w to miejsce mamy wojska Putina. 

Teraz Białorusini mają jeszcze odwagę protestować, chociażby przeciwko wojnie? 

– Ciągle szukają sposobu, żeby protestować, ale trzeba mieć świadomość, że sprzeciw wobec wojny może być powodem, żeby wpakować człowieka do więzienia. Teraz widzę na swoim koncie na Facebooku, że z więzienia wychodzi pierwsza fala protestujących przeciwko wojnie. Krzyczeli: „Sława Ukrajini!" i siedzieli za to 10 dni. To jeszcze szczęściarze, bo teraz to już często zamyka się nas do więzienia nie na dni, tylko na lata. Młody chłopak wyszedł dzisiaj na plac z plakatem „Kto jest przeciwko wojnie, niech mnie uściśnie". Miał wiele roboty, bo co chwilę ktoś do nie podchodził, ale myślę, że to długo nie potrwa. Do pierwszego uzbrojonego milicjanta. A przecież bardziej pokojowej manifestacji nie można sobie wyobrazić. Czujemy strach, ale też wstyd. 

Wstyd?

– Każdy z przytomnych Białorusinów wie, że to z naszego kraju strzelają rakietami do naszych sąsiadów, naszych przyjaciół. Z naszego terytorium wjechały rosyjskie czołgi. Ukrainki z dziećmi siedzą w schronach i boją się, czy może nasi żołnierze też nie włączą się do walki i dołączą się do tej agresji. To wielki wstyd. 

Myśli pan, że tak będzie? 

– Chciałbym wierzyć, że nie, ale proszę pamiętać, jaki ze mnie analityk. Parę dni przed wojną, ok. 22 lutego, jeszcze nie wierzyłem, że to się może zdarzyć.

Teraz nie wierzę, że nasi żołnierze dołączą do walk. Łukaszenka cały czas patrzy, z której strony nadciąga niebezpieczeństwo, a na razie to Rosja jest na przegranej pozycji. Wiadomo, że jest na krótkim putinowskim łańcuchu, ale myślę, że do końca będzie próbował manewrować.

Z drugiej strony nikt nie ma gwarancji, że Białorusini będą wojować przeciwko Ukraińcom. Naszym żołnierzom jest wstyd i mogą próbować przejść na stronę Ukrainy, takie nastroje się pojawiają. 

Białorusini wierzą jeszcze w prawdziwą niepodległość i demokrację? 

– Los całego świata i niepodległej Białorusi zależy od wyniku tej wojny. Trudno protestować i mało od nas zależy, dlatego przepraszamy Ukraińców. Bracia i siostry, przepraszamy za wszystko, na co nie mamy wpływu. My, którzy jesteśmy poza krajem, staramy się pomagać, jak możemy, wiele osób dołączyło jako ochotnicy do wojska. Gdy ten koszmar się skończy, będziemy mieć dużo pracy, by odbudować dobre i przyjacielskie relacje zepsute przez propagandę.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Znam kilka osób z Białorusi, mieszkających tak jak i ja, w Szwecji. Nie znam ludzi sprzyjających władzy i wiemy wszyscy, że spora część Białorusinów chce wolnej i demokratycznej Białorusi. ?Mury? runą?
już oceniałe(a)ś
4
0
"Bracia i siostry, przepraszamy za wszystko, na co nie mamy wpływu."
Pan Chadanowicz miał wtedy 21 lat, gdy jego kraj, jako pierwszy po upadku komunizmu, wybrał do władzy faszystę. Putina wskazał Jelcyn 6 lat później. Naśladowcy w Unii, nieco łagodniejsi, pojawili się w 2010 i 2015 roku. Już jest za co przeoraszać, tak jak Niemcy za Hitlera i II wojnę światową.
@cyrknoca
Polacy też mają za co przepraszać Ukraińców: przez "dobrą zmianę" łamiącą ostentacyjnie, bezczelnie wprost, podstawowe zasady Unii Europejskiej i (pisowską) Polskę, sprawiającą coraz więcej kłopotów, Zachód mniej chętnie patrzył na dalsze rozszerzanie UE, w tym o czekającą w przedpokoju, już krwawiącą po rosyjskiej agresji 2014 roku, Ukrainę. Polska taka jak teraz nie byłaby przyjęta ani do Unii Europejskiej, ani do NATO. Było wiele wypowiedzi polityków Zachodu, że żałują, że się na to zdecydowali. Sądzę, że to bardzo zaszkodziło Ukrainie, ośmieliło Putina.
już oceniałe(a)ś
3
0