Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich miesiącach 2021 roku rozpoczęliśmy nasz cykl "Pamiętniki gapiów 2021". Były to wspomnienie dawnej Bydgoszczy napisane przez Emilię Walczak, Agnieszkę Wysocką, Józefa Herolda i Michała Tabaczyńskiego. W ten sposób chcieliśmy uczcić dzieło wybitnego historyka teatru -  prof. Zbigniewa Raszewskiego - "Pamiętnik gapia. Bydgoszcz, jaką pamiętam z lat 1930-1945".

TU PRZECZYTASZ "Pamiętniki gapiów 2021"

Teksty opublikowane na naszych łamach zachęciły bydgoszczan, do dzielenia się z nami swoimi wspomnieniami miasta bliższej lub dalszej przeszłości. Choć planowaliśmy zamknąć cykl w 2021 roku, do naszej redakcji płyną kolejne, wartościowe teksty. Jeśli chcecie się przyłączyć do grona "Pamiętników gapiów", piszcie na nasz adres mailowy. Dziś przedstawiamy wspomnienia Janusza Nowastowskiego. 

Okruchy młodości – bydgoskie Skrzetusko i Bielawy                        

Zainspirowany wspomnieniami mego przyjaciela Jerzego Gapińskiego o Zbożowym Rynku sięgnąłem do wspomnień z mojej młodości spędzonej na Bielawkach. Dzielnica teraz nazwana Bielawy bierze początek od domów pobudowanych po 1903 roku jako kolonia domów urzędniczych na terenie dzisiejszych ulic Płockiej, Wawrzyniaka  i Litewskiej.

Osiedle Bielawy jest dzisiaj czworobokiem z granicami pomiędzy rzeką Brdą, Ogińskiego, Kamienną i Wyszyńskiego i co dziwne  nie znajduje się tu formalnie Bazylika na Bielawkach, ani stacja PKP Bydgoszcz Bielawy.

Skrzetusko – mój mikrokosmos – jest południową częścią Bielaw opartą o brzeg Brdy w rejonie uroczej ul. Krakowskiej i wyżej Wyczółkowskiego, Moniuszki, Sportowej i Curie-Skłodowskiej.

Jestem miejscowym autochtonem, bowiem tak się złożyło, że od urodzenia (1952) do dziś mieszkam w domu jednorodzinnym przy ul. Chopina zbudowanym przez mojego dziadka ze strony matki w roku 1932.

Torbyd

W roku 1958 spadła na moją rodzinę straszna wieść o wywłaszczeniu naszych dużych ogrodów i przeznaczeniu ich na sztuczne lodowisko Torbyd. Ogrody były własnością moich dziadków i wujostwa mieszkających w sąsiedniej willi na rogu Moniuszki. Lodowiska o podobnych nazwach powstawały w całym kraju: Torwar, Torkat czy Tortor.

Bydgoski Torbyd jako otwarta ślizgawkaBydgoski Torbyd jako otwarta ślizgawka Archiwum

Chłód do mrożenia tafli miał być zaciągany z sąsiednich zakładów mięsnych, więc taka lokalizacja była nieuchronna. Później okazało się to błędem – chłodu nie wystarczało. W latach 70. wybudowano Hotel Torbyd, gdzie była też restauracja, biura Ośrodka Sportu i Rekreacji, Toto-Lotka oraz zbudowano drugą taflę i nową chłodnię bliżej ul. Jagiellońskiej. Kolejne wywłaszczenia naszych ogrodów i powstała olbrzymia konstrukcja stalowego zadaszenia pierwszej tafli.

Od najmłodszych lat stałem się bywalcem ślizgawek, które okazały się doskonałym miejscem na „podryw" panienek z dalszych okolic. Jeśli dobrze śmigałeś na łyżwach, to mogłeś niby przypadkiem lekko potrącić i potem ratować dziewczę z opresji. I zawrzeć nową znajomość. Ślizgawki miały dynamiczną oprawę muzyczną z przebojami Toma Jonesa, Connie Francis i Paula Anki.

Mecze hokejowe najwyższej polskiej ligi z Podhalem, Legią i Pomorzaninem ściągały tłumy kibiców stojących na mrozie pod gołym niebem. Nic dziwnego, że mocno się „rozgrzewali" i doping był też siarczysty. Debiutowałem jako pomocnik „zamiatacza", bowiem między tercjami śnieg był zmiatany ręcznie miotłami. Naprawa lodu odbywała się poprzez ręczne ciągnięcie koca polewanego z konewek lub lanie wody z beczki  z wózka akumulatorowego na doczepioną płachtę. Dopiero po wielu latach pojawiła się pierwsza rolba, czyli fachowy pojazd do naprawy porysowanej tafli lodowej.

 

Wspomnę kilka nazwisk moich idoli – hokeistów: Brzeski, Szlapa, Feter, Tkacz, Bielicki, Piszczek, Nowak, Gałęzewski, Jędrol, Thamm i młodsi Szulc, Borowicz, Wojtczak, Niedzielski,  Godziątkowski, Murzyn, Panek, Gawara,  Gmiński. Najbardziej znanym trenerem był Zdzisław Masełko.

Były też drużyny juniorskie w latach 70. Gryfiki, a później BTH, gdzie grał mój syn Paweł jako uczeń hokejowej klasy sportowej SP 31 na Karłowicza.

Sięgając pamięcią do lat wczesnoszkolnych, to wspominam pobliskie trzy górki saneczkowe: w parku Ludowym, w mojej szkole podstawowej nr 38 na Curie-Skłodowskiej 4 i na rogu Wyczółkowskiego. Wszystkie dziś nie istnieją, ale ówcześnie dopinały mój świat zimowych zabaw.

W okresie letnim betonowa płyta lodowiska zmieniała się w miejsce wydarzeń rozrywkowych. Po Festiwalu Sopockim polscy artyści, zapowiadani przez Lucjana Kydryńskiego, dawali tu kilka występów. Przez parę sezonów działało kino letnie. Z bratem Krzysztofem zainstalowaliśmy w koronie orzecha włoskiego ławeczkę z deski i mieliśmy seanse gratis. Film „Babette idzie na wojnę" z Bardotką otworzył mi szerokie horyzonty w sprawie zgrabnego ciała kobiecego, a miałem może 12 lat.

Plakat filmu 'Babette idzie na wojnę' z Brigitte Bardot w roli głównejPlakat filmu 'Babette idzie na wojnę' z Brigitte Bardot w roli głównej Archiwum

W latach  późniejszych odbywały się przez całe lato koncerty zespołów młodzieżowych.  

W 1983 wystąpił tu zespół Kajagoogoo, wtedy Torbyd został obstawiany dziesiątkami milicjantów, bowiem tłumy młodzieży pragnęły przedrzeć się bez biletów poprzez skok przez płot do naszego ogrodu i dalej. 

Najbardziej oblegany był jednak koncert Dżemu w czerwcu 1993 roku w ramach akcji "Walka z trzema schodami". Wtedy to po raz pierwszy zetknąłem się na własne oczy z narkomanią - młodzi ze  strzykawką w ukryciu siedzieli na schodach naszego domu.

 

Życie moje do dziś jest nieustannie splecione z przeobrażeniami terenu dawnego Torbydu - aktualnie toruński deweloper buduje trzy wysokie bloki mieszkalne i dwa biurowce, które całkowicie otoczą i zasłonią mój jednopiętrowy dom.

Zakłady Mięsne (1890–2006) i Gazownia (1860–1973)

Osobnym tematem wspomnieniowym są Zakłady Mięsne – dziś teren Focus Mail. Wielkie podziękowania dla decydentów miejskich, którzy zapewnili pozostawienie zabytkowych budynków dyrekcji zakładów. Do zakładów mięsnych oraz do gazowni prowadziła bocznica kolejowa. Kilka razy dziennie powolutku toczyła się parowa lokomotywa z kilkoma wagonami zwierząt lub węgla. Pomocnik maszynisty wybiegał na Jagiellońską, zatrzymywał ruch drogowy i przetaczał pociąg. Jagiellońska w latach 60. była jednojezdniowa, wybrukowana „kocimi łbami", z pojedynczym torem tramwajowym.

Na wysokości mego domu tor kolejowy szedł w głębokim parowie (obecnie Ogińskiego), a ja na tej skarpie przesiadywałem i z fascynacją obserwowałem sapiącą lokomotywę. Gen miłości do kolei przeskoczył na mego wnuka Antka, który z ojcem często odwiedza dworce, wprasza się do maszynistów i z nimi dyskutuje.

Do Zakładów Mięsnych miałem otwartą drogę, ponieważ na ich terenie mieszkał mój kolega z klasy, którego ojciec był lekarzem weterynarii. Zaprzyjaźniłem się z wozakami, którzy wozami konnymi z perszeronami realizowali transport wewnątrzzakładowy. Wspólnie na koźle, wesoło gaworząc, woziliśmy wędliny do i z wędzarni i wtedy ten rarytas zawsze można było popróbować.

Byłem też mimowolnym świadkiem uśmiercania prądem zwierząt, co było ciężkim przeżyciem dla mnie, mającego wtedy może 10 lat.

Kiedyś gaz w mieszkaniach bydgoszczan pochodził z Gazowni Miejskiej przy Jagiellońskiej. Pociągiem, o którym wspominałem, dowożono węgiel i tam odbywał się proces wygrzewania – koksowania. Pozyskany gaz był gromadzony w charakterystycznych owalnych zbiornikach widocznych z ulicy, a uzyskany koks był cenionym paliwem stałym dla domostw mających piece dla centralnego ogrzewania. Nasz dom aż do roku 1985 był opalany koksem.

Stadion Polonii

Maj 1968 r. Zdjęcie wykonano na stadionie Polonii przed meczem o Puchar Polski pomiędzy GKS Polonia Bydgoszcz a Ruchem Chorzów (mistrz Polski w 1968 r.). Zawodnicy Polonii (stoją od lewej): Henryk Pokorski - kapitan, Rajmund Sas, Jan Leszczyński, Marian Norkowski (były król strzelców ekstraklasy i olimpijczyk z Rzymu w 1960 r.), Ryszard Brandt, Janusz Jędrzejczak, Adam Damski, Jerzy Fordon, Bogdan Arbsztajtis, Jerzy Hańczak, Kazimierz Ochociński. Kierownikiem drużyny był kpt. Jan Nowak, a trenerem Zdzisław KoprowskiMaj 1968 r. Zdjęcie wykonano na stadionie Polonii przed meczem o Puchar Polski pomiędzy GKS Polonia Bydgoszcz a Ruchem Chorzów (mistrz Polski w 1968 r.). Zawodnicy Polonii (stoją od lewej): Henryk Pokorski - kapitan, Rajmund Sas, Jan Leszczyński, Marian Norkowski (były król strzelców ekstraklasy i olimpijczyk z Rzymu w 1960 r.), Ryszard Brandt, Janusz Jędrzejczak, Adam Damski, Jerzy Fordon, Bogdan Arbsztajtis, Jerzy Hańczak, Kazimierz Ochociński. Kierownikiem drużyny był kpt. Jan Nowak, a trenerem Zdzisław Koprowski For. Arch. Ryszarda Brandta

Centralnym punktem Skrzetuska jest jednak stadion Polonii. Wybudowany w roku 1924 jako piłkarski i żużlowy służy wspaniale do dziś. Od najmłodszych lat chodziłem tam z moim wujkiem Alkiem na mecze piłkarskie, z Marianem Norkowskim w ataku. Mecze żużlowe z charakterystycznym zapachem etanolu przynoszą na pamięć nazwiska Połukarda, braci Świtałów, Gluecklicha, Dołomisiewicza, Golloba.

 

Na stadionie Polonii kilka sezonów (bywały jeszcze regularne mroźne zimy) wylewano lód na całym torze żużlowym i zasuwaliśmy ślizgawkowo po torze żużlowym. W tamtych czasach komunikacyjnie ważny autobus linii 52, z Błonia jadąc ulicą ks. Markwarta, brał zakręt w kierunku osiedla Leśnego właśnie przed głównym wejściem na stadion.

Bazylika

Księża misjonarze pojawili się w Bydgoszczy w 1924 roku. Stylistycznie budowla trochę przypomina Watykan. To moja rodzinna parafia i tutaj wszystkie tematy edukacji religijnej ja jeszcze miałem w salkach katechetycznych. Cieszę się, że doczekałem pięknej elewacji i wystroju wewnętrznego.

Według projektu prof. Wiktora Zina zamontowano we wnętrzu marmurowe pilastry o korynckich kapitelach, zbudowano chór muzyczny, zainstalowano mozaikowe lustra odblaskowe oraz rozety w kasetonach kopuły i witraże.

W mojej wczesne młodości bazylika była nieotynkowana z czarną kopułą i z zupełnie niezagospodarowanym terenem wokół. Kiedy wystawiono na posadce olbrzymie i ciężkie betonowe rozety „kwiaty polskie", na parafian padł blady strach, bowiem miały zawisnąć w kasetonach wysoko nad naszymi głowami. Wielokrotnie z ambony uspokajano, że są potrójnie zabezpieczone i nie spadną. Na razie trzymają się bez zarzutu.

Szkoły

Nasze małe osiedle jest nasycone szkołami. Najstarsza to dawna Szkoła Podstawowa nr 6 na ul. Poniatowskiego, gdzie uczęszczał mój starszy brat. Gdy ja ruszałem do szkoły, właśnie pobudowano Szkołę Podstawową nr 38 na Curie-Skłodowskiej 4. Obecnie mieści się tu Wojewódzka Biblioteka Pedagogiczna, a na jej boiskach rozpoczęła się właśnie budowa Archiwum Państwowego.

Kolejna szkoła to Sportowa Szkoła Podstawowa nr 31 przy Karłowicza, gdzie uczęszczała moja trójka dzieci. Ten obfity zestaw szkół dopełniają Technikum Elektroniczne oraz Technikum Budowlane „Gagarin".

Szpital Wojewódzki, teraz – Uniwersytecki, czyli Jurasz

Decyzję o budowie szpitala na dalekich peryferiach podjęto w 1928 roku, a otwarto go w 1937 roku. Na ówczesne czasy był to na wskroś nowoczesny obiekt. Pod sam szpital podjeżdżał tramwaj linii 4 jadący od Dworca PKP. Linia nie miała na końcu pętli, więc motorniczy przestawiał na mijance wóz ciągnący wobec wagonu doczepianego. Dla budowniczych szpitala pobudowano obok niego baraki mieszkalne.

Podobne baraki w moim zasięgu były też na Chodkiewicza przy gliniance oraz na Jagiellońskiej obok ul. Krakowskiej. Baraki te przez wiele lat służyły jako biura dla mniejszych państwowych i spółdzielczych firm. Pomiędzy barakami była doskonała trasa dla naszych wyścigów rowerowych.

Bielawy mają jeszcze Szpital Dziecięcy oraz wiele obiektów Collegium Medicum. Przy Karłowicza i Kurpińskiego jest dużo prywatnych gabinetów lekarskich wszystkich specjalności, bowiem wielu lekarzy tutaj mieszka od pokoleń i tworzą obok pracy w szpitalu klinicznym również swoje przychodnie lub gabinety.

Okolice Brdy

Letnie zabawy ponosiły nasze grono kolegów nad Brdę w rejonie ul. Krakowskiej. Obecnie ta malownicza uliczka odzyskuje blask po latach udręki, kiedy stała się trasą wjazdową dla wszystkich autobusów dworca PKS.

Mieszkało tam sporo moich szkolnych kolegów i nie brakowało pomysłów na zabawy nie zawsze bezpieczne w dzisiejszym rozumieniu opieki nad dziećmi. Brda była wtedy okropnie zanieczyszczona – fekalia całego miasta zrzucano rurami wprost do rzeki i nawet takie podrostki jak my brzydziły się wejść do wody. Nie było kładki, przeprawę zapewniał Pan Przewoźnik mający łódź małą i dużą. Gdy na mecze żużlowe ciągnęła brać z Kapuścisk, wzywano dużą łódź dzwonkiem z linką przewieszoną wysoko nad wodą.

Po drodze był okrągły kiosk piwny, gdzie zażywano ducha przed meczem i tam topiono smutki po porażce.

Pamiętam, że jako chłopak widywałem często pijanych na ulicy, a już obok tego kiosku całe hałaśliwe gromady. W tej sprawie jednak zmieniło się bardzo na lepsze.

Naprzeciw naszego domu przy Chopina 14 wiele lat istniała Przychodnia Dziecięca dla całej dzielnicy. Sam wielokrotnie byłem tam szczepiony, ratowany po kontuzjach rowerowych oraz cierpiałem na prymitywnych wizytach dentystycznych z wierceniem o nożnym napędzie.

Gdy opanowałem jazdę rowerem, miałem zlecaną stałą misję dowozu syfonów w dużych szklanych butlach. Dziadek Ludwik zawsze zaokrąglał należność, więc byłem chętny do jazdy na ulicę Wybickiego. Naszym centrum handlowo usługowym był narożnik Jagiellońskiej i Chopina z kioskiem Ruchu pani Jankowskiej, sklepem mięsnym i budką telefoniczną. Syn Witalis Jankowski został księdzem.

Drugim centrum był narożnik Jagiellońskiej i Krakowskiej. Piekarnia Morkowskich działa do dziś, jest też od zawsze sklep Spożywczy. Nie ma już niestety warzywnego „u pani Marysi" z kapustą w beczkach, fryzjera z czekającą na mnie deską oraz mleczarni. W mleczarni nalewano mleko miarką litrową z dużej kanki do małej kanki klienta. Dopiero później zaczęto rozwozić stamtąd mleko w butelkach ze srebrnym kapslem ręcznymi wózkami do domów.

*** 

Gdy we wrześniu 1967 wsiadłem na przystanku na rogu Chopina w tramwaj linii 3 w kierunku na Wilczak i jechałem Jagiellońską, Armii Czerwonej, Kordeckiego aż na Świerczewskiego do Technikum Mechaniczno-Elektrycznego, skończyła się definitywnie moja beztroska młodość.

Janusz Nowastowski

Chcesz opisać swoje wspomnienia z dalszej lub bliższej przeszłości Bydgoszczy? Czekamy na teksty i zdjęcia pod tym adresem e-mail.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.