Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Cimanouska była czwarta w swoim biegu eliminacyjnym na 100 m i nie zakwalifikowała się do półfinału. Już wcześniej wiadomo było, że tzw. Athletics Integrity Unit (AIU), niezależny organ sportowy pilnujący czystości w lekkoatletyce, nie dopuścił do startu około dwudziestki lekkoatletów białoruskich. Nie wypełnili obowiązku regularnego badania antydopingowego. Wymóg wprowadzono z powodu podejrzeń, że w czasie rzadszych testów w dobie pandemii więcej będzie sportowców oszustów.

Z powodu wykluczenia Białorusinom zabrakło obsady do sztafety 4x400 m. Wstawili więc do niej sprinterkę Cimanouską. To jej się nie spodobało. Powiedziała o tym i skrytykowała także brak testów antydopingowych, który doprowadził do takiej sytuacji.

Jej postawa została napiętnowana w białoruskich reżimowych mediach, w tym w państwowej telewizji. Za krnąbrność działacze postanowili ją z igrzysk usunąć.

Oficjalnie, według białoruskiego komitetu olimpijskiego, zawodniczkę skreślili ze startu lekarze z powodu jej stanu emocjonalnego i psychicznego. Cimanouska zaprzecza, by jakikolwiek medyk przeprowadził z nią rozmowę. Powtarzała tylko, że w sobotę dwóch działaczy z reprezentacji nakazało jej powrót do domu.

Dzięki wsparciu Białoruskiej Fundacji Solidarności Sportowej (organizacja pomaga sportowcom prześladowanym za udział w antyrządowych protestach czy za swoje wypowiedzi) oraz białoruskiej diasporze w Japonii Cimanouskiej udało się uniknąć przymusowego powrotu do Mińska, gdzie, jak twierdzi, czekałoby ją najprawdopodobniej więzienie. Biegaczce schronienia udzieliła ambasada Polski. 

Cimanouska skorzystała z propozycji azylu udzielonej przez Polskę i, według nieoficjalnych informacji, w środę przyleci do Warszawy. Swoją pomoc zadeklarował prezydent Bydgoszczy, który wysłał już do premiera list w tej sprawie. 

- Zgłosiliśmy gotowość do polskich służb dyplomatycznych. Czekamy na odpowiedź - zaznacza wiceprezydent Bydgoszczy Michał Sztybel.

Pomoc dla Białorusinów. Nie po raz pierwszy

Bydgoszcz od początku protestów wyrażała solidarność z narodem białoruskim. Podczas manifestacji, która odbyła się 21 sierpnia 2020 r., prezydent Rafał Bruski zadeklarował podjęcie starań o przyjęcie dwóch rodzin prześladowanych przez reżim Łukaszenki. Deklaracja została spełniona. Pod koniec kwietnia miasto przekazało rodzinom mieszkania za symboliczną opłatą.

- Bezpośrednio pomogliśmy dwóm rodzinom, które zamieszkają w Bydgoszczy, łącznie to dziewięć osób - mówiła Marta Stachowiak, rzeczniczka Urzędu Miasta Bydgoszczy. - Obie rodziny mają przez państwo polskie nadane status ochrony międzynarodowej lub wizy humanitarnej, które są potwierdzeniem przebywania na terytorium Polski z powodu represji na Białorusi. Na marcowej sesji Rada Miasta jednogłośnie zgodziła się na zmiany w uchwale dotyczącej kolejności udostępnienia mieszkań komunalnych. Pozwoliło to przygotować dwa mieszkania dla rodzin, które zostaną na stałe w Bydgoszczy. Prezydent miasta Rafał Bruski zadeklarował wsparcie podobne do tego, jakiego udzieliliśmy rodzinom z Donbasu. Na naszą inicjatywę odpowiedziała Fundacja Białorusini w Łódzkiem wspierająca obywateli Białorusi na terenie Polski, wskazując rodziny nieobjęte pomocą, a które musiały wyjechać ze względu na represje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.