Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ

W ramach naszego plebiscytu „Wyborczej” na siedem wyzwań dla Bydgoszczy cały pakiet propozycji dotyczy życia w mieście bardziej zielonym lub czystszym. Już na pierwszy rzut oka widać, że zachwyt industrializacją bydgoskich przestrzeni mamy za sobą i zdecydowanie chcemy odwrócić się od „betonozy” ku koncepcji miasta ogrodu, na której opierał się w dużej mierze pomysł na Bydgoszcz z przełomu XIX i XX wieku.

Zielone miasto zawdzięczamy tamtym działaniom oraz obszarom leśnym w granicach administracyjnych. – Bydgoszcz to jedno z najbardziej zielonych miast w Polsce – powtarza obiegową opinię wiceprezydent Mirosław Kozłowicz, który w Urzędzie Miasta koordynuje wprowadzenie standardów troski o zieleń, a konkretniej drzewa. Jesteśmy zielonym miastem, ale do liderów nam daleko. Nasze przodownictwo na liście miast zielonych to mit.

Jak bardzo nam zielono?

Wojciech Łachowski i Aleksandra Łęczek z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów przeprowadzili wnikliwą analizę terenów zielonych w 38 dużych miastach Polski, wykorzystując techniki pomiarowe oparte na szczegółowych danych satelitarnych. Oboje są specjalistami od gospodarki przestrzennej. Badania wydane w raporcie "Tereny zielone w dużych miastach Polski. Analiza z wykorzystaniem Sentinel 2" obejmują dane z 2019 roku.

To najbardziej szczegółowe badania obszarów zieleni, jakich dotąd dokonano. Sprawdzili, jaką przestrzeń zajmuje w miastach zieleń, jak bardzo jest pofragmentowana i czy jest łatwo dostępna. Jeśli chodzi o obszar zieleni w Bydgoszczy, plasujemy się nie w czołówce, a w środku tabeli – na 16. miejscu.

Według badania tereny zielone zajmują u nas niemal 57 proc. To nieco powyżej średniej dla badania. Najbardziej zielonymi miastami w Polsce są: Koszalin, gdzie tereny zielone zajmują aż 69,6 proc., Zielona Góra (67,5) i Kielce (66,8). Najmniej – Opole (25,2), Kalisz (28,1), Białystok (35,1) i porównywalny z Bydgoszczą ludnościowo Lublin (36). Warto zwrócić uwagę, że autorzy uwzględniają wszystkie tereny zielone, w odróżnieniu od danych GUS, które skupiają się na badaniu ankietowym. Według GUS zieleń w Bydgoszczy zajmuje 35 proc. - GUS zbiera informacje o powierzchni i udziale terenów zieleni miejskiej rozumianych jako parki, zieleńce oraz zieleń osiedlową - wyjaśniają autorzy raportu.

Zieleń w kawałkach i jak się do niej dostać

Badacze miejskich terenów zielonych wzięli pod uwagę też stopień ich rozdrobnienia, a także dostępność. – W pierwszym przypadku chodzi o to, czy mamy do czynienia z wieloma małymi wysepkami zieleni, czy też większymi obszarami. W drugim przypadku o możliwość dojścia pieszo w ciągu pięciu minut – wyjaśniają. Pod względem rozdrobnienia terenów zielonych Bydgoszcz zajmuje 14. miejsce na 38 miast. Najmniej poszatkowaną zieleń mają Gdynia, Koszalin i Zielona Góra, a najbardziej – Kalisz, Opole i Wrocław. Jednak z perspektywy mieszkańca miasta istotniejszym parametrem jest szybki dostęp do terenów zielonych. Tutaj spadamy aż na 21. miejsce. Około połowa bydgoszczan może dotrzeć pieszo do obszarów zielonych w czasie nie dłuższym niż pięć minut. Dla porównania w Rzeszowie to aż 78 proc. mieszkańców, w Olsztynie – 72,6, a w Koszalinie – 70,3. Natomiast pod tym względem na szarym końcu znajduje się Opole – 3 proc., a także Elbląg – 14,5 proc. i Kalisz – 20 proc.

Mit zielonej Bydgoszczy?

Badania pokazują, że mitem jest przekonanie o wyjątkowej na skalę Polski pozycji Bydgoszczy wśród „zielonych miast”. Pod tym względem plasujemy się w środku stawki. Tym bardziej zrozumiała staje się skala „zielonych” postulatów wskazywanych przez bydgoszczan w naszym plebiscycie. Urzędnicy magistratu zaczynają zdawać sobie sprawę z wagi środowiska naturalnego w mieście.

Na ich zlecenie Pracownia Zrównoważonego Rozwoju z Torunia koordynuje wprowadzanie standaryzacji działań wobec drzew w ramach projektu „Bez lipy”.

Zaczął się już nabór do specjalnej grupy konsultacyjnej, która liczyć ma 40 osób. Jednak efekty pracy tego zespołu zobaczymy dopiero za rok. – Chcemy poza bydgoskimi standardami wprowadzić też narzędzie informatyczne, które będzie służyć zarówno mieszkańcom, jak i urzędnikom oraz podejmować bieżące interwencje w sprawie zieleni – mówi Krzysztof Ślebioda z PZR. Za „narzędziem informatycznym” kryje się stworzenie aplikacji, która ma ułatwić monitorowanie stanu drzew i kontakt w tej sprawie z urzędnikami. Chętni do pracy w specjanym zespole do spraw zieleni mogą zgłaszać się, pisząc maila na adres fundacja@pzr.org.pl.

Problem polega na tym, że stworzenie nawet najbardziej doskonałych „narzędzi” niewiele pomoże, gdy nie pójdzie za tym zmiana mentalności urzędników podejmujących decyzje dotyczące zieleni. Ma tego świadomość Grzegorz Boroń, dyrektor wydziału zrównoważonego rozwoju Urzędu Miasta. - Będziemy musieli dokonać przebudowy wewnętrznej naszego urzędu, żeby odpowiednio szybko i skutecznie reagować na wnioski czy zgłoszenie bydgoszczan dotyczące zieleni - mówi.

Emocje budzi też skierowanie przez PZR zaproszenia do deweloperów, którzy mieliby zasilić grupę konsultacyjną. - Traktujemy to jako próbę nawiązania dialogu i wypracowania kompromisów - mówią koordynatorzy projektu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.