Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Ostatni raz byłem na Białorusi prawie rok temu. Opiekowałem się wtedy mamą. Musiałem wyjechać i wrócić do Bydgoszczy w czerwcu. Teraz pewnie by mnie już nie wpuścili - opowiada Aleksander Krutikow. Trener koszykówki od 1993 roku mieszka i pracuje w Polsce. - Z krótkimi przerwami na wyjazdy do Niemiec i Rosji - przypomina popularny w Bydgoszczy szkoleniowiec. Choć Białystok był jego pierwszym przystankiem w Polsce, a potem pracował także m.in. w Świeciu, Poznaniu, Inowrocławiu, związany jest już ponad 20 lat przede wszystkim z Bydgoszczą.

Przechodzący przez RzekęPrzechodzący przez Rzekę Fot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta

- Zdecydowanie i na stałe - mówi Krutikow, który koordynuje system szkolenia młodych koszykarzy w bydgoskiej Astorii, uczy jej w Zespole Szkół Mechanicznych nr 1, prowadzi także zajęcia w Wyższej Szkole Gospodarki. - Ale serce mnie boli, gdy widzę, co dzieje się w mojej ojczyźnie. Jak przerażające były represje i zachowania OMON-u, w jaki sposób pokojowe manifestacje były brutalnie rozpędzane. Wielu ludzi znalazło się w szpitalach. Wielu zatrzymał OMON i trafili do aresztu.

Powstał komitet zawiązany przez sportowców i ludzi związanych ze sportem. - Podpisałem list z protestem przeciwko władzy i jej poczynaniom. Sam się zgłosiłem do inicjatorów, kiedy się o liście protestacyjnym dowiedziałem. Uznałem to za swój obowiązek. Mieszkam w demokratycznej części Europy, ale po drugiej stronie granicy pozostali moi znajomi i przyjaciele, z którymi razem pracowaliśmy. W sumie zebrano ponad dwa tysiące podpisów. Wśród nich są wyczynowi sportowcy, koszykarze i koszykarki, pływacy, piłkarze, trenerzy, wychowawcy mistrzów olimpijskich - opowiada Krutikow o proteście zawiązanego w ub. roku Stowarzyszenia Wolnych Sportowców Białorusi.

Minister sportu Białorusi Siarhiej Kowalczuk wydał nawet dekret o zakazie krytycznego wypowiadania się sportowców. Mogli występować w mediach tylko za zgodą swoich klubowych przełożonych, nie mogą w nich prezentować jakichkolwiek symboli przyjętych przez opozycję za swoje – jak biało-czerwono-białej flagi czy herbu Pogoni.

- Nie poddali się, a trzeba było mieć odwagę. Byli karani grzywnami, szykanowani. To są bohaterowie, którzy przeciwstawiają się brutalnej władzy. Mieli przecież wiele do stracenia, pracę, zgodę na wyjazdy za granicę na kontrakt - opowiada Krutikow.

Na pomoc aresztowanej koszykarce

Krutikow jest najbardziej znanym i cenionym trenerem w białoruskiej koszykówce. Prowadził reprezentacje narodowe koszykarzy i koszykarek. W pierwszej współpracował z Jegorem Mieszczeriakowem. - Był moim asystentem. Teraz jest dyrektorem sportowym białoruskiej federacji. Znamy się bardzo dobrze, jesteśmy w stałym kontakcie - mówi Krutikow.

Przechodzący przez RzekęFot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta

Mieszczeriakow stanął w Mińsku na pierwszej linii frontu walki z Łukaszenką i bez ogródek oskarżał władzę: „Nie mogę dłużej patrzeć, jak nasze dzieci, krewni i zwykli obywatele są poniżani, bici i nazywani bydłem. Nadszedł czas, aby pokazać, że nie zostaliśmy pozbawieni tej godności, że jesteśmy dumni i jesteśmy z ludem. Jesteśmy częścią tego narodu! Nie ma miejsca na słowa »moja chata z kraja«. Minęło 26 lat. Obudzisz się, jak zobaczysz rany i siniaki na twarzach swoich bliskich?”.

W reprezentacji Białorusi koszykarek asem Krutikowa była Jelena Leuczanka. To zawodniczka, która występowała też w Polsce. Reżim Łukaszenki skazał ją na 15 dni aresztu. Zebrani w sali sądowej, wśród których byli inni sportowcy, po ogłoszeniu wyroku krzyczeli: „Hańba!”.

W orzeczeniu sędzi napisano: „W celu publicznego wyrażenia swojego żądania przeprowadzenia uczciwych wyborów na Białorusi szła po jezdni razem z grupą obywateli, niosła w rękach plakat z napisem - Społeczeństwo Mistrz”.

Leuczankę łatwo było zauważyć w tłumie - ma 196 cm wzrostu. Zresztą nigdy nie chowała się za plecy innych. Raczej szła na czele marszów. Wypowiadała się przeciw przemocy milicji i OMON-u. Podpisała, tak samo jak Krutikow, w tej sprawie list protestacyjny.

Portal Tribuna.com opublikował nagranie, w którym koszykarka mówi: „Nawet tutaj, w więzieniu, ludzie mają taką siłę ducha. To niesamowite (…). Jestem zachwycona tymi ludźmi, tym, jaką siłę ma naród białoruski”.

W jej obronie stanęli także czołowi polscy sportowcy, m.in. Iga Baumgart-Witan. Krutikow obdzwonił wielu dziennikarzy w Polsce i apelował, by publikować teksty w obronie koszykarki. - Każdy głos wasz jest ważny - mówił.

- To wspaniała dziewczyna. Ryzykowała kontrakt z Panathinaikosem Ateny. Musiała wyjechać na rehabilitację, a aresztowali ją na lotnisku. Musiała 15 dni odsiedzieć za to, że była na pokojowym proteście - podkreśla białoruski trener z Bydgoszczy.

- Wczesną jesienią, w październiku i listopadzie, pogoda sprzyjała protestom. Potem nastąpiły represje, zaostrzenie kar. Łapali nawet przypadkowe osoby, które wyszły do domu do sklepu na zakupy, a mieli wpięte w ubrania biało-czerwono-białe wstążki. To wystarczyło, nie musiałeś nawet iść w manifestacji, zostałeś traktowany jako wróg państwa i mogłeś dostać pałkami po grzbiecie. Sądy natychmiast podejmowały decyzję o karaniu, a ci, którzy bili, pałowali, byli świadkami w sądach. Poszkodowani, pobici dostawali wyroki - opowiada Krutikow.

Białoruś już jest inna

Protesty rozpoczęły się latem ubiegłego roku. Ludzie wyszli najpierw na ulice Mińska, a potem i innych białoruskich miast. Początkowo manifestacje były reakcją na aresztowanie opozycyjnych kandydatów na prezydenta i wykluczenie ich udziału w wyborach prezydenckich zaplanowanych na  9 sierpnia 2020 roku. Wzmogły się, gdy opublikowano pierwsze, oficjalne sondaże. Świadczyły one o tym, że miażdżące zwycięstwo odniesie Aleksander Łukaszenka, rządzący od 26 lat, i to już w pierwszej turze. Protestujący domagali się uczciwych wyborów. Białoruski OMON siłą zaczął rozpędzać pokojowe protesty. Doszło do starć. 

Gmach filharmonii w barwach wolnej BiałorusiGmach filharmonii w barwach wolnej Białorusi Nadesłane/Filharmonia Pomorska

Wzmogły się, kiedy ogłoszono oficjalne wyniki. Według nich Łukaszenka zdobył 80 proc. głosów, a główna kandydatka opozycji Swiatłana Cichanouska - 10 proc. Niezależni obserwatorzy orzekli, że wybory zostały sfałszowane. Nie uznała ich także Cichanouska. Zdecydowała się na wyjazd z kraju.

- Swiatłana Cichanouska zbierała na swoich wiecach wyborczych po 60 tysięcy ludzi, a kiedy doszło do zafałszowania wyników, protestowało ponad 200 tysięcy ludzi. Padały oskarżenia, że to narkomani i prostytutki manifestują - a to była rzesza pięknych, młodych, uśmiechniętych ludzi, walczących o wolność. Wśród nich duma Białorusi, wspaniali sportowcy. Władza wyłączała telefony, internet, aby nie nagłaśniać protestów. Duże nadzieje wszyscy mieliśmy z wyborami, że one coś zmienią. Niestety, stało się inaczej - opowiada Krutikow. - Nasze pragnienie wolności trzeba zobaczyć. Sam, niestety, nie miałem szczęścia, żeby być tam na miejscu - dodaje.

Aleksander Krutikow ciągle ogląda informacje z Białorusi i jest w kontakcie z przyjaciółmi i kolegami, którzy zostali i podlegali represjom. - Wiem jedno: Białoruś się zmieniła. Po sierpniowych wyborach, oszustwie i protestach jest i będzie inna. Wybory naprawdę pokazały, kogo chcą Białorusini u władzy. Pokazywano, jak wynoszono urny z kartami do głosowania. Tego się nie ukryje, choć cały aparat karny, od OMON-u przez prokuraturę i sądy działa przeciwko wolnej Białorusi - mówi trener. - Wierzę w przełom. Mój kraj zdobędzie wolność. Nie ma szansy na stagnację. Nie mamy monarchii i to przecież nienormalne, że jedna osoba rządzi od 26 lat.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.