Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Marta ukończyła V LO w Bydgoszczy. Przed chorobą uczyła się zaocznie na kierunku technik weterynarii, udzielała też korepetycji z biologii, matematyki i chemii. – Odkąd pamiętam, w moim domu były zwierzęta. Zawsze zajmowały w moim życiu ważne miejsce, dlatego chciałabym im w przyszłości pomagać. Planowałam studiować weterynarię ze specjalizacją chirurgia. Moim marzeniem jest stworzenie kiedyś własnej kliniki weterynaryjnej – opowiada.

Marta Gaik z BydgoszczyMarta Gaik z Bydgoszczy ARCHIWUM RODZINNE

Od dwóch lat zmaga się z chorobą Leśniowskiego-Crohna oraz reumatoidalnym zapaleniem stawów (sportowym światem wstrząsnęła w tym roku wiadomość, że na to drugie schorzenie cierpi tenisistka Caroline Wozniacki). Dla Marty najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

Lekarze bezradnie rozkładali ręce

– W lutym 2018 r. jej stan zaczął się dramatycznie pogarszać: bolała ją głowa, miała mroczki przed oczami i coraz słabsze mięśnie, skarżyła się na sztywność stawów – opowiada mama bydgoszczanki, Justyna. – Córka trafiła do szpitala. Po kilku dniach z przerażeniem stwierdziła lewostronny brak czucia w obu kończynach oraz niedowład nóg. Była przerażona, nagle przestała czuć swoje ciało, a ja, matka, nic nie mogłam zrobić. Lekarze zlecili rezonans magnetyczny kręgosłupa. Kolejny cios – doszło do tężyczki, która spowodowała mrowienie nóg i twarzy, powykręcała palce i doprowadziła do zaburzeń oddychania. Marta nie potrafiła samodzielnie unieść głowy, obrócić się na bok, nie mówiąc już o tak przyziemnych sprawach jak jedzenie i picie.

Bezradni medycy wypisali Martę do domu. Młoda kobieta była wstrząśnięta, jednak jej mama nie załamała rąk. – Szybko trafiłyśmy do innego szpitala i ta decyzja tak naprawdę uratowała córce życie. Stwierdzono poważne uszkodzenie układu nerwowego. Diagnoza: zespół Guillaina-Barrego oraz porażenie wiotkie kończyn górnych i dolnych – wspomina pani Justyna.

Niestety, i tym razem lekarze bezradnie rozłożyli ręce. Zastosowana terapia nic nie dała, uznali, że więcej nie pomogą.

Jest nadzieja, ale kosztowna

Marta zaczęła się rehabilitować, ale z marnym skutkiem. Trafiła na oddział neurologiczny w szpitalu w Grudziądzu. Tam lekarze postawili kolejną diagnozę – autoimmunologiczny proces zapalny ośrodkowego układu nerwowego. Tam też pojawiła się iskierka nadziei – bydgoszczance można pomóc, podając immunoglobuliny. Niestety, to kosztowna terapia. Potrzebna jest też intensywna kilkumiesięczna rehabilitacja w wyspecjalizowanym ośrodku w Bydgoszczy. – Los postawił przed nami specjalistę, który dobrał odpowiedni sposób leczenia. Kwoty są ogromne, ale to jedyny sposób, by Marta mogła jeszcze kiedyś wstać z wózka – opowiada Justyna Gaik. – Czuwam przy moim dziecku dzień i noc. W nocy pomagam jej przewracać się z boku na bok. W dzień – karmię ją, ubieram, myję. Moje serce krwawi – zwłaszcza wtedy, kiedy przychodzą momenty załamania, kiedy widzę, że Marta traci siły do walki. Z przerażeniem myślę o chwili, w której będę zmuszona jej powiedzieć, że już nic nie mogę dla niej zrobić, bo pokonał mnie brak pieniędzy.

Bydgoszczanka chce zgromadzić więc fundusze na leczenie i rehabilitację za pośrednictwem portalu zbiórek charytatywnych siepomaga.pl. Przez miesiąc udało jej się uzbierać z górą 111 tys. zł. Potrzebuje jeszcze ponad drugie tyle. Zbiórka potrwa do 13 lutego. Im dłuższy czas mija od momentu zachorowania, tym mniejsze są szanse na powrót do zdrowia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.