Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tropem bohatera z reklamowego filmu, który można obejrzeć na Facebooku, do górniczej wioski w Pile-Młynie trafiło już wielu turystów. Miejscowość położona w sercu Borów Tucholskich, godzinę drogi od Bydgoszczy, liczy setkę stałych mieszkańców.

– W obecnym, letnim sezonie przyjechało do nas 7-8 tys. turystów, co w proporcji do liczby mieszkańców jest dużym osiągnięciem. To wszystko się napędza jak śnieżna kula – mówi Wojciech Weyna ze Stowarzyszenia Mieszkańców i Miłośników Piły nad Brdą „BUKO”.

Razem z żoną, Agnieszką, sprowadzili się do Piły-Młyna w gminie Gostycyn kilkanaście lat temu. Postanowili wybudować dom w Borach Tucholskich. Gdy kupowali działkę, nikt o kopalniach w lesie się nie zająknął. Kiedyś najstarszy mieszkaniec wioski, pan Marian, ich zagadnął:

„A co wy tutaj robita? Budujeta, a potem się pozapadata”.

I opowiedział o kopalniach węgla brunatnego. Wydobywanie węgla rozpoczęło się tam już w połowie XIX w. W latach 1850–1939 na terenie wioski funkcjonowało w sumie sześć kopalń węgla brunatnego – jedynych w północnej Polsce. Eksploatowały pokłady węgla do głębokości 50 m. W 1892 r. bracia David i Jakob Bukowzerowie założyli pierwszą kopalnię o nazwie Buko. W 1900 r. ruszyła druga kopalnia – Olga. W 1918 r. uruchomiono kolejkę wąskotorową z Piły do Gostycyna. W tym też czasie zaczęły działać kolejne kopalnie: Aleksandra i Montania. Po I wojnie Aleksandrę, Olgę i Montanię przejęli bracia Radomscy. W roku 1936 koncesję na wydobywanie węgla w Pile-Młynie otrzymał Antoni Ostrowski, który wybudował kopalnię Teresa. Po 1945 r. Ostrowski przez kilka lat próbował wznowić eksploatację zasobów, jednak ze względu na duże koszty transportu i niską cenę węgla brunatnego, wypartego z rynku przez węgiel kamienny, zrezygnował.

Sztolnia pod domem 

Weynowie zaczęli od sprawdzenia, czy ich dom nie zapadnie się nagle pod ziemię. – Mogliśmy płakać nad rozlanym mlekiem, a mogliśmy też przekuć tę egzotyczną dla nas wiadomość w coś konstruktywnego. Postaraliśmy się o zaświadczenie z Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków. Potwierdzili, że kopalnia w Pile nad Brdą była unikatowa w skali Polski północnej. Wszędzie indziej węgiel brunatny wydobywało się inaczej. Zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego nikt nigdy nie wyciągnął tego tematu na światło dzienne. Zawiązaliśmy stowarzyszenie, z mężem jesteśmy społecznikami. Szybko dołączyło do nas grono sąsiadów – opowiadała „Wyborczej” Agnieszka Weyna.

Ona jest księgową, mąż – anglistą. Ich miłość do techniki i starej kopalni, nad którą zbudowali dom, rosła z czasem. – Jeździliśmy po całym kraju w poszukiwaniu dokumentacji potwierdzającej istnienie kopalni. Cały wolny czas poświęcaliśmy temu tematowi. W polskich archiwach niewiele znaleźliśmy. W największej liczbie zachowały się donosy: jednego właściciela kopalni na drugiego, pracownika na pracodawcę itd. W niemieckich archiwach znaleźliśmy konkretne dokumenty, które pomogły w rozumieniu systemu wydobycia, gdzie przebiegały korytarze. Po nałożeniu mapy pól wydobywczych na mapy osiedla mogliśmy zobaczyć, gdzie te korytarze wypadają. Jedna ze sztolni upadowych jest np. pod moim dużym pokojem. Nic się w związku z tym nie dzieje, ale sztolnie działają jak pudła rezonansowe. Gdy koleżanka mieszkająca za płotem przestawia coś w piwnicy, słyszę to, siedząc w pokoju – mówi Agnieszka Weyna.

Rozpoczęły się prace archeologiczne, które pod nadzorem specjalistów przeprowadzali wolontariusze z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Pomagali mieszkańcy wioski. Pierwszym z obiektów, do których się dokopali, była sztolnia upadowa. To obecnie jedna z największych atrakcji z udostępnionych do zwiedzania miejsc. Pochyla się pod kątem 35 stopni – można do niej wejść. Znalazły się pozostałości po maszynowni, postument, na którym stał kocioł parowy, system zbiorników przelewowych. Wykopaliska trwały trzy lata. Badania są kontynuowane, bo kopalnia obejmowała obszar kilometra kwadratowego.

Wojciech Weyna: – Myśleliśmy początkowo o odkrywaniu dla turystów innych fragmentów starej kopalni, ale to jednak nie Śląsk. Teren jest inny. Drewno zabezpieczające dawne chodniki zbutwiało. Ich odkrycie z zapewnieniem bezpieczeństwa zwiedzającym kosztowałoby 9 mln. Ale mamy już plan. Nie będziemy odkopywać starej kopalni. Stworzymy pod ziemią nową ekspozycję ukazującą XIX-wieczne górnictwo z wykorzystaniem nowoczesnych środków.

Poczuli się gospodarzami 

Zanim zabrali się do roboty, Weynowie rozpytywali wśród mieszkańców Piły-Młyna i okolicznych miejscowości w gminie, co sądzą o pomyśle stworzenia Wioski Górniczej. Odpowiedzi były pozytywne. Poczuli, że mają także od tubylców legitymację do działania. Wspólnie z sąsiadami założyli Stowarzyszenie Mieszkańców i Miłośników Piły nad Brdą „Buko”. Rozpoczęli starania o pieniądze i dofinansowanie z Unii Europejskiej. W ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich dostali ok. 200 tys. zł m.in. w ramach dotacji na pięć miejsc pracy w nowo utworzonym przedsiębiorstwie społecznym.

– Zmniejszyło się dzięki temu bezrobocie w naszej niewielkiej społeczności. Doprowadziliśmy także do powstania sołectwa w naszej wiosce. Mamy fundusz sołecki, budżet, który wspólnie można dzielić na różne potrzeby Piły-Młyna. Dzięki temu wzrosła społeczna aktywność. Wszyscy się poczuliśmy jak gospodarze naszego miejsca – mówi Wojciech Weyna.

Turyści, którzy zjeżdżają coraz liczniej, oglądają na terenie skansenu makietę dawnej kopalni z okresu jej świetności. Odtworzono dokładnie i precyzyjnie krajobraz, ukształtowanie terenu, zabudowania i urządzenia. Są figurki ludzi, zwierząt. Z głośników docierają odgłosy toczącej się pracy i codziennego życia. Górnicy zjeżdżają do kopalni, gdzie wre praca, co można obserwować na podglądach przekrojów. Makieta jest sterowana elektronicznie, po powierzchni poruszają się pociągi wywożące urobek, kręcą się skrzydła wiatraka w młynie.

W górniczej wiosce nie może także zabraknąć skarbu – od tego jest gra terenowa, podczas której uczestnicy, często uczniowie szkół przyjeżdżających na wycieczkę do Piły-Młyna, poszukują skarbu górnika Wilhelma Krügera. Wyruszają w głąb lasu ze specjalnie opracowanymi kartami odwołującymi się do historii górnictwa, górników i przyrody Borów Tucholskich. Słuchają audioprzewodnika z głosami zwierząt i ptaków zamieszkujących bory. Poznają ich zwyczaje oraz ciekawostki dotyczące ich życia oraz dźwięki przeszłości jedynych w Polsce podziemnych kopalń węgla brunatnego. W sztolni upadowej, na głębokości 6 m, można się spotkać z duchem kopalni Skarbnikiem, który opowiada o dawnym górnictwie i górnikach. W ramach zwiedzania jest też do przeżycia przygoda w Starej Maszynowni z makietą, XIX-wieczny plac zabaw, sensoryczna ścieżka zmysłów – spacer po szyszkach, węglu brunatnym, mchu.

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.