Andrzej Tyczyno: Skąd u ciebie takie zaangażowanie w promowaniu odblasków? Straciłeś kogoś bliskiego w wypadku?

Sławomir Piotrowski: Zazwyczaj jest taka motywacja, o której wspomniałeś. Ze mną było jednak inaczej. Jakieś 20 lat temu nasze dzieci zdawały na kartę rowerową. Kiedyś policja prowadziła takie egzaminy. Dzieciaki przyniosły „materiały” do nauki: kilka kartek A4, któreś z kolei ksero jakiegoś ksera, a przecież znaki drogowe nie są czarno-białe, czytelność tego była więc, umówmy się, średnia.

Pozostało 96% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej