Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Mam dziwny pociąg do literackich kuriozów, celuję w uwielbieniu dla mniej znanych albo powszechnie pogardzanych książek wielkich pisarzy, wybrzydzając nieraz nad ich arcydziełami. Oprócz klasyki, którą mogłem znaleźć w domowej biblioteczce - od "Dekameronu" po Thackeraya i Dickensa - czytałem więc mnóstwo dziwactw. I je najlepiej pamiętam.

Były to takie lektury trochę zakazane, które czytałem po kryjomu. Jak np. "Życie po śmierci" - niezwykle wtedy popularna lektura, książka kultowa lat 80. Albo "Wielki las" Nienackiego; czy to naprawdę ten miły pan od "Samochodzików"? Tym trudniej mi było w to uwierzyć, im bardziej się rumieniłem - wspomina Tabaczyński.

Podczas swoich czytelniczych poszukiwań jeszcze jako nastolatek natknął się m.in. na Stendhala. - To był wybór podyktowany młodzieńczym snobizmem. Stał na półce, więc sięgnąłem. Zacząłem od początku, a czterotomowe dzieła wybrane otwierała książka esej "O miłości", co dla chłopca, jakim byłem, stanowiło całkiem atrakcyjną obietnicę. Tej obietnicy oczywiście nie spełniła. Ale czytałem ją później jeszcze wiele razy, będąc coraz bardziej przerażonym jej aktualnością. I nadal jestem. Żarliwość Stendhala - antyklerykalna i nawet antyreligijna - w obronie kobiet i ich prawa do wykształcenia, zresztą dla dobra samych mężczyzn, ani trochę nie traci na atrakcyjności. No i sama ta forma eseju - bardzo nowoczesna, te przypisy, ta ironia, ten aforystyczny styl! W przypływie fantazji owo oszołomienie, kiedy to z trudem brnąłem przez te 300 stron, uznałbym za mityczny początek moich eseistycznych zainteresowań. Pewnie tak nie było, ale legenda byłaby pyszna - opowiada.

Dziś już jako autor przyznaje, że czytanie wciąż jest dla niego najważniejszym elementem pracy twórczej. - Mnie po prostu czytanie czyni szczęśliwym albo przynajmniej szczęśliwszym czy nie aż tak nieszczęśliwym, jak mógłbym być - wyznaje. - I jako że uprawiam na poważnie esej i przekład, to moje pisanie jest nierozdzielnie związane z czytaniem, jest jego może nawet lepszą, uważniejszą odmianą. Stąd i pisanie mnie jakoś uszczęśliwia. Żeby wrócić do Stendhala na koniec, to ta jego rada, żeby pisać "20 linijek dziennie z natchnieniem lub bez", zdaje się po prostu receptą na szczęście.

Michał Tabaczyński - eseista, tłumacz, krytyk literacki i doktor nauk humanistycznych. Związany z Miejskim Centrum Kultury, redaktor naczelny "Bydgoskiego Informatora Kulturalnego". Opublikował m.in. antologię współczesnej poezji amerykańskiej "Parada równości" i przekład wyboru poezji Jana Skácela "Zakazany człowiek", a także książki eseistyczne - "Widoki na ciemność" i "Legendy ludu polskiego".

Pełna relacja ze spotkania z Michałem Tabaczyńskim jutro (22 kwietnia) w "Magazynie Bydgoskim Gazety Wyborczej" i na Bydgoszcz.wyborcza.pl.

Tekst powstał w związku ze spotkaniem z Michałem Tabaczyńskim, które odbyło się 18 kwietnia 2016 roku w Miejskim Centrum Kultury, na zamówienie i z inspiracji Organizatorów Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016 i Światowej Stolicy Książki UNESCO 2016.

A już w sobotę specjalne wydawnictwo "Gazety Wyborczej" - "Gazeta Pisarzy". Z inspiracji Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016 w tym dniu "Gazeta Wyborcza" stanie się "Gazetą Pisarzy". Numer zostanie w całości przygotowany przez kilkadziesiąt polskich i zagranicznych pisarzy i pisarek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.