Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Szukamy nowych twarzy, nie tylko wśród wykonawców, ale też osób zapowiadających - mówi Maciej Puto, p.o. dyrektora filharmonii. - Nie chcemy ani prelegentów, ani aktorów kabaretowych, którzy będą starali się być gwiazdą na scenie. Liczy się osobowość, ale nie może ona przyćmić prawdziwego bohatera wieczoru - kompozytora i jego dzieła - tłumaczy. Zależy mu na osobach, które nie zanudzą słuchaczy encyklopedycznym wykładem, ale ludzi z muzyczną pasją, którzy ciekawie opowiedzą o repertuarze.

W filharmonii pojawiło się 25 kandydatów, głównie studentów i absolwentów AM, dwie osoby przyjechały z Gdańska. Wszyscy w galowych strojach, frakach i wieczorowych sukniach od rana czekali na swoje wystąpienie na głównej sali koncertowej. Każdy z nich musiał przygotować maksymalnie 7-minutową zapowiedź koncertu, który odbędzie się w FP 15 stycznia lub 12 lutego.

Do ostatniej chwili w korytarzu przechadzali się ćwicząc postawę, głos i recytując z pamięci fragmenty przygotowanego tekstu.

- Wybrałem ten styczniowy "W muzycznych barwach Romantyzmu". By opowiadać o nim przez siedem minut, musiałem przygotować dwie strony A4 tekstu. Długo nad nimi pracowałem. Konferansjer musi mieć dużą wiedzę merytoryczną. Wikipedia tu nie wystarczy. Opowiadając o repertuarze trzeba zaskoczyć słuchaczy nieznanymi powszechnie faktami o utworze czy anegdotami o kompozytorze, bez przedłużania i podręcznikowego stylu opowiedzieć o stylistyce epoki. Wbrew pozorom, to niełatwa sztuka - pokazuje swoje wystąpienie Rafał Mulczyński. Jest absolwentem Państwowego Zespołu Szkół Muzycznych w Bydgoszczy, ale skończył studia administracyjne. - Mimo tego, wciąż mnie ciągnie do świata muzyki, dlatego zgłosiłem się na casting. Zwłaszcza, że takiej okazji w bydgoskiej filharmonii nie było od lat. - opowiada.

Na przesłuchanie do filharmonii przyszła też Emilia Czekała, córka założyciela i dyrygenta Orkiestry im. Johanna Straussa - Marka Czekały. Z ojcem na scenie występuje od lat. To ona prowadzi większość koncertów orkiestry. - Dziś na przesłuchaniu czułam się jak ryba w wodzie. Opowiadanie o muzyce to mój żywioł. Żałowałam tylko, że poza kilkoma jurorami było tak pusto na sali. Lubię nawiązywać kontakt z publicznością. Kiedy opowiem jakąś zabawną anegdotę, a słuchacze głośno się śmieją, wiem jakim iść dalej tropem i jak podtrzymać ich uwagę. Dziś trudno było rozszyfrować reakcję zebranych na widowni. Wszyscy zachowali kamienne twarze - opowiadała tuż po swojej prezentacji. Dlaczego chce być konferansjerką w filharmonii?

- Bo to miejsce, które ostatnio przechodzi duże pozytywne zmiany. Moi rodzice są muzykami. Dlatego już jako dziecko systematycznie przychodziłam do filharmonii na koncerty. Pracuje tu tez wielu muzyków naszej orkiestry. To bliskie mi miejsce, czuję się tu jak w domu i w ostatnich miesiącach z radością obserwuję jak filharmonia otwiera się na nowych wykonawców, repertuar i przede wszystkim słuchaczy. Kto widział filmowe świąteczne życzenia od filharmonii, ten już wie jak przyjazna atmosfera tu panuje. Ożyła strona internetowa i profil na facebooku, pojawiają się wciąż nowe zaproszenia na koncerty. Naprawdę chce się tu być - mówi.

W poniedziałkowym castingu wybranych zostało sześć osób, które pracę zaczną tuż po świętach. Zanim jednak melomani zobaczą ich na scenie, filharmonia szykuje dla nich specjalne warsztaty. Już w najbliższy poniedziałek spotkają się z Bogusławem Sobczukiem znanym z filmów i seriali aktorem i konferansjerem, który zdradzi im tajemnice pracy na scenie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.