Na moim roku było kilkudziesięcioro Polaków. Ponad połowa wróciła do kraju. Przyczyna? Banalna: w Londynie nikomu nie zaimponuje fakt, że jestem z Oksfordu, ale tutaj już tak.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Roch Zygmunt* (Gazeta Młodych): Po co się studiuje za granicą? W Polsce nie ma dobrych uczelni?

Nina Wieretiło**: –Jest kilka powodów, dla których warto to robić. Po pierwsze, zarobki. Te, w zależności od uczelni, są przynajmniej 20-30 proc. wyższe niż w przypadku absolwentów polskich uniwersytetów. Druga ważna rzecz to tzw. network, czyli znajomości zawiązane podczas studiowania, które mogą okazać się bardzo ważne w przyszłości. I trzecia rzecz – cała zabawa związana z tym, że przez trzy lata obcuje się z zupełnie inną kulturą i środowiskiem. Niektórzy wręcz mówią, że są to trzyletnie wakacje, bo studia to okres de facto poprzedzający prawdziwą dorosłość.

To są argumenty, które działają na rodziców?

– Najskuteczniejsze są zwykle pieniądze – perspektywa, że wydatek na studia dziecka zwróci się w przyszłości w jego zarobkach – i, co poniekąd się z tym wiąże – lepsza praca.

A którzy rodzice – i dlaczego – nie zgadzają się na wyjazd?

– Czynnikiem najczęściej eliminującym tę możliwość są finanse. Szacujemy, że 1/3 Polaków stać na wysłanie dziecka na jakąkolwiek zagraniczną uczelnię, bo przecież mowa nie tylko o tych za miliony w USA – są studia, które kosztują 2-3 tys. euro rocznie. Z tej 1/3 około 20 proc. upiera się, by syn czy córka zostali w Polsce, bo po prostu chcą mieć dziecko blisko.

Jaki sens ma wyjazd na jakąkolwiek zagraniczną uczelnię?

– Wybór uczelni jest absolutnie kluczowy i na pewno nie na wszystkie uczelnie warto iść. Uważam, że poza samą pomocą w aplikacji na studia, naszym najważniejszym zadaniem w EduCat jest pomoc uczniom w wybraniu odpowiedniej uczelni, bo te różnią się od siebie czasem wręcz drastycznie. Na pewno nie jest tak, że warto iść tylko na Oksford i kierować się jedynie rankingami. Trzeba wiedzieć, co konkretnego daje dana uczelnia i dopasować to do potrzeb danego ucznia.

Kto z Polski studiuje za granicą? Jakie to są grupy?

– Dla górnej warstwy wyższej – dzieci gwiazd – studia w obcym kraju to, mówiąc klasykiem, oczywista oczywistość. Jest wyższa klasa średnia, której dzieci też często wyjeżdżają, natomiast czasem tacy ludzie wolą trzymać dziecko przy sobie, by mogło ono w przyszłości np. przejąć firmę rodzica. Tradycyjna klasa średnia, mimo że też wysyła dzieci, więcej uwagi przykłada do tego, gdzie, by wszystko spięło się finansowo. Podobnie jak klasy niższe, które wbrew pozorom też mogą sobie na to pozwolić, gdyż starają się o stypendia, a te są tym wyższe, im mniej twoja rodzina zarabia.

Ci ludzie wracają potem do Polski?

– Według statystyk około połowa chce wrócić. Na moim roku na Oksfordzie było kilkudziesięcioro Polaków i rzeczywiście ponad połowa wróciła. Przyczyna jest bardzo prosta – absolwenci zagranicznych uczelni się w Polsce wyróżniają. W Londynie nikomu nie zaimponuje fakt, że jestem z Oksfordu, ale tutaj już tak. W Polsce oczywiście pewnych możliwości nie ma, ale biorąc pod uwagę to, że jesteśmy rozwijającą się gospodarką, to mamy też i takie, których z kolei za granicą nie ma.

Jakie kierunki są najpopularniejsze?

– Ekonomia i biznes, politologia, prawo, medycyna i coraz częściej psychologia. Myślę, że ludzie podążają za ogólnymi modami – patrzą na to, co w danym momencie jest w trendach gospodarczych, po jakich kierunkach łatwiej będzie znaleźć pracę.

Załóżmy na moment, że jestem licealistą z niewielkiej miejscowości, wybrałem sobie kierunek i uczelnię. Co teraz powinienem zrobić?

– W każdym kraju i na każdej uczelni proces aplikacyjny wygląda inaczej, ale są pewne schematy. Musisz więc dokładnie rozpoznać, czego wymaga od ciebie ta konkretna uczelnia. Prawdopodobnie będzie to formularz aplikacyjny, transkrypt ocen, list motywacyjny, referencje od nauczyciela i potencjalnie egzamin z języka angielskiego. Do przygotowania tego wszystkiego musisz się bardzo przyłożyć – przedstawić swoje dotychczasowe osiągnięcia i plany na przyszłość. Potem wysyłasz te wszystkie papiery, uzupełniając je w międzyczasie o wyniki matury, i czekasz kilka miesięcy na odpowiedź. W razie potrzeby, przez wszystkie te kroki lub każdy z osobna możemy w EduCat z tobą przejść.

Dlaczego ta aplikacja jest tak ważna?

– Od niej w głównej mierze zależy, czy przyjmą cię na daną uczelnię czy nie. A pamiętać trzeba, że na jedno miejsce jest nawet kilkudziesięciu kandydatów z całego świata, więc musisz czymś się wyróżnić, by mieć szansę.

Skąd pozyskać środki na taki wyjazd, bo – trzymając się metafory licealisty z małego miasta – moich rodziców nie stać na to, żeby mi taką edukację sfinansować?

– Uczelnie i wydziały oferują stypendia, są organizacje ogólnoświatowe, które taką działalność prowadzą. W ostateczności można zapukać do drzwi lokalnych firm i korporacji z pytaniem, czy nie chciałyby zapłacić ci za te studia, w zamian za rok czy dwa pracy. Są jeszcze kredyty studenckie, które trzeba wziąć już w kraju docelowym. Spłaca się je potem, oddając część zarobków.

Jak wybitnym trzeba być, żeby się dostać?

– To błędne myślenie. Są uczelnie, na których w ogóle nie trzeba być wybitnym – nie zalecałabym na nie iść, choć z drugiej strony lepiej być niewybitnym za granicą niż niewybitnym w Polsce. Jednak nawet, by dostać się na Oksford czy Cambridge nie trzeba być niesamowicie uzdolnionym.

Nigdy nie brałam udziału w żadnej olimpiadzie, miałam normalne oceny – po prostu byłam w stanie napisać bardzo dobry list motywacyjny i dlatego dostałam oferty z pięciu najlepszych uczelni w Anglii.

A to mnie zaskoczyłaś.

– Tak, tutaj trzeba po prostu umieć aplikować i przejść przez ten cały proces, a niekoniecznie być najlepszym uczniem w szkole.

Właśnie – jak ty sobie siebie wyobrażałaś, będąc w liceum?

– Byłam przeciętną uczennicą, ale miałam to szczęście, że miałam koleżankę, studiującą wówczas na Oksfordzie dokładnie ten kierunek, który ja potem wybrałam. A wybrałam dlatego, że nie miałam pomysłu, co ze sobą zrobić. Nie wiedziałam, że jest coś takiego jak testy diagnostyczne, czyli narzędzie umożliwiające sprawdzenie tego, co się powinno robić. Więc poszłam w czyjeś ślady. Z jej pomocą zaaplikowałam na Oksford i cztery inne uczelnie w Anglii, dobrze napisałam list motywacyjny, ale na pewno nie byłam jakąś wyróżniającą się uczennicą. Znałam dobrze angielski, bo pisałam maturę międzynarodową, i byłam niezła z matematyki – to tyle.

Nina Wieretiło
Nina Wieretiło  Fot. nadesłane

Jak wspominasz Oksford?

– Na pewno jako uczelnię bardzo trudną i wymagającą pod względem ilości nauki, ale równocześnie jako miejsce dające wiele swobody i wolności. Nie ma bowiem przymusu chodzenia na zajęcia i wykłady, ale dwa razy w tygodniu trzeba napisać esej na 2 tys. słów, czyli 5-6 kartek. Nikt cię nie nadzoruje, sam musisz się zmobilizować, żeby siąść, przeczytać 10-15 artykułów akademickich i przygotować takie eseje. Potem omawia się je na zajęciach. A egzaminy na Oksfordzie są tylko raz, na końcu nauki.

Ta samodyscyplina powoduje pewnie tzw. odsiew studentów, którzy nie są sobie w stanie z nią poradzić.

– Właśnie nie, bo w związku z tym, jak wyglądają egzaminy, które w uproszczeniu wypadają tylko raz, na sam koniec studiów, 99 proc. studentów zostaje do samego końca. Z Oksfordu praktycznie nie da się odpaść ze względu na naukę, co nie zmienia faktu, że dostać się tam jest niezwykle trudno.

Jak trudno jest się odnaleźć w nowym środowisku?

– Nie jest to proste, ale właśnie o taką szkołę życia chodzi. Bo prędzej czy później spotkasz się z nowymi sytuacjami, w których będziesz musiał się odnaleźć – nowa praca, zakładanie rodziny. I oczywiście można nauczyć się języka tak efektywnie jak w żaden inny sposób.

Mam rozumieć, że to właśnie pobyt na Oksfordzie zainspirował ciebie do założenia EduCatu?

– Dokładnie. Skoro dostałam się na te studia dzięki koleżance, która poprowadziła mnie za rękę, to chciałam sama też pomóc innym. Na studiach zarabiałam na tym, bo na własną rękę pisałam różne CV, ale generalnie nie odpowiadało mi, jak takie wsparcie jest rozwiązane na rynku. Poszłam więc w model szukania osób, które już są na zagranicznych studiach i chcą pomóc innym przebrnąć przez ten cały proces. Świetnie to działa, bo statystyki pokazują, że 60 proc. aplikujących na studia za granicą zanim zaaplikuje, chciałaby zasięgnąć rady kogoś, kto już na tych studiach jest. Bo co innego przeczytać artykuł o tym, jak to się robi, a co innego porozmawiać z żywym człowiekiem.

Jak wyglądały początki? Był popyt?

– Z roku na rok liczba osób aplikujących na zagraniczne uczelnie rośnie o 15 proc., więc firm, które świadczą takie usługi, było już kilka, szczególnie od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Dotychczas jednak nie było takiej organizacji, w której pomoc byłaby dostarczana tylko i wyłącznie przez osoby studiujące za granicą. Tutaj byliśmy pionierami. Gdy zaczęliśmy w 2021 roku, pomogliśmy w aplikacji 100 osobom i to był wówczas nasz limit, ponieważ nie byliśmy w stanie obsłużyć większej liczby młodych ludzi. Dlatego też powiększyliśmy team. W tej chwili mamy ponad 600 mentorów gotowych pomóc.

Utarło się też, że w związku z tym, iż na studia za granicą idą często dzieci osób bardzo bogatych, to usługi w takich miejscach jak EduCat są bardzo drogie. To nie jest prawda, staramy się oferować wiele za darmo, jak choćby warsztaty w szkołach.

Jak one działają?

– Gdy jakaś szkoła się zgłosi, najpierw robimy ankietę, kto tam w ogóle uczęszcza i czego potrzebuje. Potem robimy półgodzinną pogadankę, którą nazwaliśmy „Studia za granicą – hit czy kit?", gdzie szczerze wykładamy, co w takiej opcji jest fajnego, a co nie. Najdłuższą i zarazem najlepszą częścią są pytania od widowni, bo to tam właśnie każdy może spytać o to, co go naprawdę interesuje.

Mówisz, że twoją misją jest zachęcanie do wyboru zagranicznej uczelni – jak przekonałabyś kogoś do takiej decyzji?

– Życie mamy jedno, trzeba z niego korzystać. Na studia idzie się raz i oczywiście można pójść na byle jaki kierunek, zakuć, zdać i zapomnieć. Ale można też zrobić sobie z tego okresu niesamowitą przygodę.

*Roch Zygmunt - jest uczniem I LO w Grudziądzu i dziennikarzem Gazety Młodych, dodatku do Wyborczej w Bydgoszczy i Toruniu

**Nina Wieretiło – absolwentka ekonomii na Uniwersytecie w Oksfordzie, założycielka EduCat, czyli organizacji udzielającej wsparcia młodym ludziom w aplikowaniu na zagraniczne uczelnie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem