Piątka licealistów spytała swoje babcie, matki, ojców o to, kiedy się zakochali? W jaką miłość wierzyli? Co okazało się w ich związkach największym wyzwaniem? Sami też odpowiedzieli na podobne pytania. I stworzyli poruszającą i szczerą międzypokoleniową opowieść o miłości.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„I love you", „Ich liebe dich", „Te dua", „Je t’aime", „Kocham cię", „Te amo" – choć nie jestem poliglotą, od razu na myśl przychodzi mi kilka wyrażających miłość określeń w różnych językach. Nie ma się co dziwić, w końcu jest to jedna z najważniejszych spraw w życiu człowieka. Miłość to motyw przewodni piosenek, poezji, filmów. Interesuje niemal wszystkich bez względu na czas, w jakim przyszło nam żyć, i wiek. Jeden temat, a tak wiele odmiennych spojrzeń, doświadczeń i retrospektywnych wspomnień. Bardzo chciałbym opowiedzieć o tym, jak w mojej rodzinie trzy pokolenia męskie postrzegają miłość, jednak – niestety – żaden z moich dziadków już nie żyje, więc nie mam z kim skonfrontować swoich doświadczeń. Zapraszam zatem do przeczytania opowieści o tym, jakie są zdania na temat miłości wśród moich najbliższych na przestrzeni dwóch pokoleń. Zatem oddaję głos moim rodzicom oraz siostrze.

Marek, mój tata (54 lata): „Gdy myślałem o miłości, zanim poznałem swoją żonę, oczami wyobraźni widziałem piękną kobietę z długimi, ciemnymi, kręconymi włosami. Nie mniej ważny od urody wydawał mi się charakter – moja druga połówka miała być mądra, gospodarna i zaradna. Poznaliśmy się na spotkaniu u wspólnych znajomych. Blisko dwa lata zabiegałem o jej względy (obejmowało to nawet skakanie przez płot w deszczu, w najlepszych, białych spodniach, bo moja Emilka zapomniała o tym, że jesteśmy umówieni, całe szczęście nie miała psa...), aż wreszcie zgodziła się zostać moją dziewczyną. Braliśmy ślub, gdy miałem dwadzieścia sześć lat. A w tym roku będziemy świętować już 28. rocznicę ślubu. W byciu razem najtrudniejsze jest codzienne życie; to, aby uzupełniać się, współpracować ze sobą, razem pokonywać trudności, nie popaść w rutynę, wciąż cieszyć się z drobnych spraw. Ale warto starać się każdego dnia, by osiągnąć cel, jakim jest zjednoczona rodzina, którą zespalają dobre relacje".

Emilia, moja mama (51 lat): „Jak wyobrażałam sobie miłość, gdy byłam w wieku mojego syna? Moje marzenia miały związek z pięknym ślubem, przystojnym i inteligentnym mężczyzną. Ponadto mój przyszły mąż musiał być wrażliwy, dowcipny, zabawny, z dużym poczuciem humoru i umiejętnością rozładowania trudnych i stresujących sytuacji. I dokładnie taki jest Marek. Zaczęło się od listu, który dostałam od niego za pośrednictwem jego ciotki… Potem spotkaliśmy się u znajomych i tak się dalej potoczyło. Miałam dwadzieścia trzy lata, gdy moje marzenie o białej sukni z welonem się spełniło. Miłość to dla mnie bycie ze sobą zawsze – wtedy, gdy jest dobrze, i wtedy, gdy przeżywamy trudne chwile. We wspólnym życiu trudne jest powiedzenie „przepraszam". Ale ma to też pewien piękny aspekt – uczy pokory, wybaczania i wzmacnia łączące nas więzi".

Eliza, moja siostra (26 lat): „Jeszcze kilka lat temu, gdy myślałam o miłości, nie skupiałam się na charakterze mojego przyszłego partnera, ale głównie na wyglądzie i oczywiście, jak chyba każda dziewczyna, na samym ślubie. Teraz już wiem, że miłość to ciężka, codzienna praca, ale też radość z drobnych codziennych chwil, z tego, że mamy siebie, że możemy liczyć na swoje wsparcie w trudnych momentach, że możemy wspólnie się śmiać, a nawet z tego, że możemy zrobić coś dla drugiej osoby; coś, co sprawi jej przyjemność (np. dobry obiad). Gdy poznałam mojego męża, miałam 19 lat. Połączyło nas stanie w kolejce do dziekanatu po wydanie legitymacji studenckiej. Po miesiącu od pierwszego spotkania byliśmy już parą. Mimo że studia mamy już za sobą, nasza miłość wciąż trwa i wierzę, że tak będzie nadal. Przed nami czwarta rocznica ślubu. Z niecierpliwością czekamy na kolejne".

Michał, syn Emilii i Marka, brat Elizy (17 lat): „Trudno mi opowiedzieć o swoim postrzeganiu miłości. Może dlatego, że nie spotkałem jeszcze tej jedynej. Jeszcze nie wiem, jaki będzie miała charakter, ale mam już pewne wyobrażenie na temat tego, jak będzie wyglądać. Niech jednak na razie pozostanie to moją tajemnicą. Zamierzam dbać o nią i zasypywać mnóstwem kwiatów, bo chyba to kobiety lubią najbardziej. Myślę, że najtrudniejsze w miłości mogą być różnice zdań, poglądów, kłótnie. Ale chyba jednak warto kochać i być kochanym. Daje to poczucie bezpieczeństwa, domowego ciepła, spokoju. Zatem czekam na tę moją drugą połówkę i życzę nam tak pięknego małżeństwa, jak związek moich rodziców".

Jak wynika z powyższych wypowiedzi, w mojej rodzinie kobiety zakochują się wcześniej i w młodym wieku podejmują decyzje dotyczące ślubu. Niezależnie jednak od wieku i płci, wyobrażając sobie miłość, w pierwszej kolejności koncentrujemy uwagę na wyglądzie, dopiero potem dostrzegamy inne zalety drugiej osoby. Każdy związek jest inny. Ale miłość dodaje skrzydeł. Jest dla ludzi inspiracją. I właśnie doświadczania tego uczucia i cieszenia się nim życzę wszystkim, także sobie.

Michał Kornalski, VII LO Toruń

***

Dla każdego z nas miłość może mieć inne znaczenie, czym innym może się przejawiać. Jednak czy każdy z nas nie dąży do tego samego? Czy każdy z nas, w pewnym sensie, nie marzy o tym samym – by kochać i być kochanym? Uczucie, do którego każdy z nas jest przywiązany, a jednocześnie za nim „goni", to jedno z najbardziej podstawowych potrzeb w naszym życiu. Od samego początku stanowi jedno z kluczowych filarów naszej egzystencji, i choć z miłości się rodzimy i od początku jesteśmy nią otaczani, to i tak uczymy się jej całe życie, niezależnie od tego, w ilu związkach byliśmy, jakimi ludźmi się otaczaliśmy i jakie sytuacje nas w życiu spotykały. Mimo że wszyscy dążymy do tego, by kochać i być kochanym, to nasze miłosne historie zapisują się zupełnie inaczej.

Historia miłości mojej babci Marii (67 lat) zaczęła się dość nietypowo, ponieważ zaczęła się ona podczas jednej z kolacji, przygotowanej przez jej rodzinę, na którą zostali zaproszeni bliscy znajomi. Jednakże moja babcia nie miała wówczas świadomości, że prócz znajomych, których doskonale znała, ma pojawić się jeszcze kilkoro zupełnie nieznanych jej intrygujących gości. Jak łatwo można się domyślić, wśród nowych znajomych znajdował się mój przyszły dziadzia. Z opowiadań mojej babci wynika, że w zaskakująco szybkim czasie zdołali się zaprzyjaźnić, a później poczuć coś dużo więcej niż tylko uczucie przyjaźni. Dla obojga z nich miłość do siebie była czymś wyjątkowym, magicznym, a jednocześnie dawała im poczucie stabilności, wiary i nadziei. Historia początku ich miłości jest naprawdę niezwykła, a jeszcze bardziej niezwykły jest fakt, że nadal trwają w tej niebywale silnej miłości.

Moja mama Marlena (40 lat) swoją miłość odnalazła w dość niekonwencjonalny i całkiem zabawny sposób – na uroczystości weselnej swojej kuzynki. Gdy po raz pierwszy zobaczyła wysokiego bruneta z niebieskimi oczami, wiedziała już, że to ten jedyny. Gdy spytałam, skąd miała pewność, że to właśnie ten wybrany, odpowiedziała, że intuicyjnie to czuła. Nie potrafiła dokładnie rozpoznać i opisać swoich uczuć w tamtym czasie, co jeszcze bardziej upewniało ją w przekonaniu, że musi go poznać. Jak się później okazało, mój przyszły tata czuł dokładnie to samo co mama, to znaczy był wręcz oszołomiony wyglądem i postawą mojej mamy, co jeszcze bardziej podkreślało chęć nawiązania bliższego kontaktu. Gdy zaczęli rozmawiać, dość szybko zrozumieli, że ich nieokreślone uczucia względem siebie były naprawdę trafione, i zamiast bawić się z weselnymi gośćmi, moi rodzice woleli spędzić cały ten czas na rozmowie ze sobą. I choć miejsce, a także ogólna sytuacja poznania moich rodziców była dość nietypowa, to oboje dziś zgodnie twierdzą, że była to miłość od pierwszego wejrzenia.

Martyna (17 lat), córka Marleny. Nie mam osoby, o której mogłabym powiedzieć, że jest moim partnerem i jednocześnie miłością mojego życia. Czy jest mi z tego powodu przykro? Czy czuję egzystencjalny dyskomfort? Nie. Po prostu wychodzę z założenia, że miłości nie należy szukać, z pewnością nie na siłę, miłość sama, prędzej czy później, nas odnajdzie. Uważam, że każdy z nas w pewnym momencie swojego życia będzie to czuł, że to właśnie ta sytuacja i właśnie ta osoba. Dla mnie miłość to nie tylko związek między partnerami, miłość to także sposób uwielbienia zwierząt czy przyrody. Miłość to inne spojrzenia na świat i ludzi. To, że nie mam w swoim życiu miłości partnerskiej, nie oznacza wcale, że nie potrafię kochać czy nie jestem kochana. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od światopoglądu człowieka.

Miłość to niesamowicie piękna rzecz, która zmienia cały nasz świat, poglądy, oczekiwania i wszystko to, co wydaje nam się „na stałe". Ktoś kiedyś powiedział, że w życiu nic nie trwa wiecznie z wyjątkiem prawdziwej miłości. A prawdziwa miłość to uczucie, z którego się rodzimy, z którym dorastamy i z którym powinniśmy umrzeć.

Martyna Makowska, VII LO Toruń

****

Roksana, czyli ja (17 lat): „W ciągu całego mojego dotychczasowego życia nie spotkałam jeszcze osoby, która by mnie sobą oczarowała i zajęła w moim sercu to jedno, wyjątkowe miejsce. Co oczywiste, w moim życiu poznałam wielu intrygujących ludzi, jednak z perspektywy czasu wiem, że to nie było to. W tej chwili nie jestem w stanie powiedzieć, czym jest miłość do drugiej osoby, nigdy nie doświadczyłam jej prawdziwego oblicza; mimo że mogę powiedzieć, że kogoś bardziej lubiłam, to jestem przekonana, że to nie była ta prawdziwa miłość, której mogę w moim życiu doświadczyć".

Magdalena, moja mama (38 lat): „Miałam w swoim życiu tylko dwóch poważnych partnerów, do których żywiłam to piękne uczucie zwane miłością. Moją pierwszą miłość poznałam, mając lat szesnaście, i spędziłam z nią jedenaście lat. Jednak wiadomo, że w życiu nie wszystko jest takie kolorowe, jak się wydaje, z czasem nasze drogi się rozeszły. Miłości można szukać przez całe swoje życie, nawet jak się nie układa, można znaleźć tego jedynego. A więc moją drugą miłość życia poznałam osiem lat temu, obecnie jest moim mężem. Dla mnie miłość to jest silna więź. Trzeba o nią dbać, jak i wykazać się pełnym zaangażowaniem, cierpliwością, wyrozumiałością, szczerością i bardzo często trzeba pójść na kompromis, by to uczucie przetrwało jak najdłużej".

Ewa, moja babcia (64 lata): „Gdy byłam nastolatką, raczej nie wierzyłam w prawdziwą miłość. Jednak z czasem moje myślenie zupełnie się zmieniło. Mając dziewiętnaście lat, pracowałam w restauracji i właśnie wtedy nadszedł ten przełomowy dla mnie czas. W miejscu mojej pracy poznałam mojego męża, moją pierwszą i jedyną miłość. Po zaledwie dwóch latach znajomości pobraliśmy się. Po tych ponad czterdziestu trzech latach małżeństwa nadal jesteśmy dla siebie wsparciem, nasza miłość przetrwała niejeden kryzys. Jesteśmy ze sobą nadal szczęśliwi i w sobie zakochani".

Roksana Wolsza, VII LO Toruń

***

Janina, moja babcia (65 lat): „Swoją miłość poznałam stosunkowo wcześnie, miałam wtedy zaledwie siedemnaście lat. Po krótkim okresie znajomości z moim obecnym mężem „złapaliśmy" (mówiąc potocznie) wspólny język, bardzo dobrze spędzało nam się razem czas, najprościej rzecz ujmując – coś między nami „zaiskrzyło". W wieku dziewiętnastu lat postanowiliśmy się pobrać, a jakiś czas później zdecydowaliśmy się na pierwsze dziecko. Naszą wspólną młodość wspominam bardzo dobrze, mimo że już w wieku dwudziestu dwóch lat mieliśmy pod swoim dachem dwójkę dzieci, co może wydawać się niełatwe dla tak młodych osób, to my poradziliśmy sobie z tym wyśmienicie. Obecnie jestem szczęśliwą 65-latką, która ma kochającego męża, dwójkę kochających dzieci oraz trójkę wspaniałych wnucząt".

Gosia, moja mama (47 lat): „Długo szukałam miłości mojego życia, przez długi czas nie wiedziałam również, czym tak naprawdę jest miłość. W wieku dwudziestu dziewięciu lat poznałam mojego obecnego męża, jak się później okazało – chodziliśmy razem do tej samej szkoły podstawowej, choć do różnych klas, co raczej nie sprzyjało wcześniejszemu poznaniu się. Gdy byłam nastolatką, spotykając się z jakimś chłopakiem, niemal zawsze wyobrażałam sobie, że zwiążę się z nim na dłużej, że czeka nas wspólna przyszłość. Jak nietrudno się domyślić, były to jedynie młodzieńcze wyobrażenia. A jak wygląda teraźniejszość? Otóż mam przy swoim boku męża, córkę i psa, co w całości tworzy cudowną rodzinę".

Dominika, ja (16 lat): „Mając szesnaście lat póki co nie spotkałam osoby, która zajmowałaby szczególne miejsce w moim sercu, jednak nie zmienia to faktu, że pokładam wiarę w prawdziwą miłość. Ba – jestem przekonana, że gdzieś na świecie jest osoba, która właśnie mi jest przeznaczona. Mimo że nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, to uważam jednak, że nawet w krótkim czasie jesteśmy się w stanie w kimś zakochać. Moim marzeniem jest przeżycie miłości takiej, jaka została pokazana w filmie Pamiętnik, wyreżyserowanym przez Nicka Cassavetesa, czyli miłość, która przetrwa nawet najdłuższą rozłąkę oraz będzie niepodatna na upływ lat".

Dominika Kalbarczyk, VII LO w Toruniu

***

Babcia (lat 73): Miłość to przede wszystkim szacunek, poczucie bezpieczeństwa, wsparcia w każdej sytuacji, zrozumienia, ale również uczucie wielkiej pustki, gdy jest się samemu i niewyobrażenie sobie braku drugiej osoby.

Gdy byłam młoda, marzyłam, by poznać kogoś, z kim będę szczęśliwa, ale sama nie szukałam tego szczęścia. Nie wiedziałam, czym będzie się to objawiać. Na początku była to kwestia tylko fizycznej atrakcyjności. Spojrzenie w oczy, słowo, dotyk, sprawiają, że chcesz się zatrzymać przy kimś, poznać. Zaczynasz wciąż myśleć, czekać na spotkanie, chcesz poczuć ten dreszcz, chcesz, by ktoś na ciebie spojrzał, przytulił. Jest to etap zauroczenia – hormony szczęścia buzują, pojawiają się motylki w brzuchu. Wszystko to po pewnym czasie przechodzi w stabilność. Prawdziwa miłość nie potrzebuje niczego. Przy ukochanej osobie możesz milczeć, nie trzeba rozmawiać cały czas, a i tak zrozumiecie się bez słów. Czasem jednak warto powiedzieć „Kocham cię", chcemy usłyszeć te słowa, ale nie takie rzucone na wiatr, tylko takie, które podpiera prawdziwe uczucie. Te potężne słowa, jednak powinny być tylko dodatkiem do relacji. Przeważać powinny czyny, małe gesty, dzięki którym wiesz, że ktoś cię kocha, to nas uszczęśliwia.

Na początku wolałam mniej kochać, być tą osobą kochaną, a nie kochającą. Uważałam, że sobie poradzę z tym, że nie darzę kogoś tak wielkim uczuciem jak ktoś mnie, jednak to nieprawda. Można dostać od kogoś wszystko, ale wtedy będzie się w klatce, złotej, ale klatce. Miłość musi być równa. Trzeba patrzeć sercem i oczami – nie przytłaczać miłością. Dawać i brać po równo, powstrzymać chorobliwą miłość.

W miłości rodzicielskiej kocha się za nic, bezwarunkowo, bez względu na to, jak ktoś wygląda, uczy się, zachowuje. To jest tak głębokie uczucie, niczym nie można tego zastąpić. Wielkie szczęście jest czuć się kochanym, a jeszcze więcej szczęścia daje dawanie miłości. Nie można pozwolić, by ktoś musiał się domyślać, że go się kocha. Dziecko, które nie czuje miłości rodzica, nie zostało jej nauczone, nie potrafi więc przekazać tej miłości nikomu innemu. Trzeba być kochanym, by kochać.

Mama (lat 46): Miłość ma wiele oblicz. Jednak prawdziwa miłość, jaką poznałam, to miłość do dzieci. Zdanie sobie sprawy, że te małe, drobne istoty na ciebie liczą, są od ciebie zależne. Z niczym nie da się tego porównać, to inny wymiar życia. Trudno opisać to uczucie osobie, która nie ma dzieci. Z małym dzieckiem zżywamy się, gdyż nie można go nawet na chwilę zostawić. Więź ta z wiekiem się zmienia, przestaje być taka zależna.

Na pierwszym miejscu stawiam taką miłość – rodzicielską (jako rodzic i jako dziecko). Może dlatego, że jestem w dojrzałym związku, może dlatego, że mam tyle lat, ile mam, może dlatego, że mój tata właśnie zmarł.

W czasie choroby i ciągłego odwiedzania taty ponownie bardzo się z nim zżyłam, nasze relacje wróciły do tych, jakie mieliśmy, gdy byłam małym dzieckiem. Jest to niczym uzależnienie anonimowego alkoholika. Porównuję to do opiekuńczej miłości w stosunku do zwierzaka. Był zależny ode mnie, niczym niemowlak, który nie może nawet zjeść bez pomocy. Takich osób najbardziej brakuje.

W miłości partnerskiej trzeba dawać, żeby brać, bo inaczej to nie przetrwa. Miłość nakręca, dodaje energii, ciągle się myśli o danej osobie, chce się do niej wracać. W późniejszych jej etapach jest bardziej „normalna", zrównoważona, trzeźwa. Miłość odmładza, nadaje sens życiu, jest potężna, będąc zakochanym nie jesteśmy w stanie patrzeć racjonalnie na świat. Uczucie opiera się na ekscytacji w stosunku do drugiej osoby, co przeradza się później w stan, że jest ci po prostu dobrze w czyimś towarzystwie. Masz na kim polegać w trudnych chwilach, to twój najlepszy przyjaciel, ktoś, kto cię zrozumie, docenia, ktoś, z kim dzielisz smutki i radości. Nawet jeśli czasem się nie zgadza z tobą, to nadal wspiera, mimo wszystko.

Ja (lat 16): Nigdy nikogo nie kochałam, nie w taki sposób. To nie znaczy, że nigdy nie chciałam pokochać. Jednak czym tak naprawdę jest miłość? Czym jest miłość, że ludzie potrafią dla niej wyjechać, zrezygnować z dotychczasowego życia, pracy, marzeń, samego siebie? Czym jest miłość i dlaczego mówi się, że robi z nas głupców, a mimo wszystko jest piękna? Czy to nadzieja, że ktoś martwi się o mnie, tak jak ja martwię się o innych? A może jest odwrotnie? Może to nadzieja, że siebie nie poznamy, że wszystko jest w porządku? Jeśli to coś innego, czy miłością jest to, że chciałabym przeżyć wszystko jeszcze raz, byleby cię spotkać?

Miłość rodzicielska – nasza pierwsza forma komunikacji. Jest piękna, potężna, niektórzy powiedzieliby, że przymuszona przez więzi krwi, lecz ja tak nie uważam. Zawsze jest wybór. Ja wybrałam, by kochać, bezwarunkowo, bo takiej też miłości jako dziecko oczekuję.

Niesamowite jest widzieć, jak się będzie wyglądało za 30 lat, patrząc na rodzica, szczególnie uwzględniając moje obecne, zadziwiające podobieństwo z mamą. Jest to uczucie, jakby oszukało się czas. Pochłanianie od najmłodszych lat wartości, poglądów, religii, naśladowanie ruchów, sposobu mówienia, ubierania jest niczym tworzenie młodszej wersji siebie. A gdzie tu miłość? Miłość jest w spojrzeniu, w każdej próbie dorównania wiedzą, zachwycenia nowym pomysłem, zaskoczenia miłym gestem. Miłością jest tęsknienie za przytuleniem, delikatną ręką na głowie sprawdzającą temperaturę podczas choroby, wspólnymi, długimi spacerami do lasu, wygłupianiem się całe popołudnie. To jest miłość. Miłość jest w nas i pomiędzy nami. Taką jesteśmy rodziną – pełną bezwarunkowej, niezmiennej miłości.

Wiktoria Wasilewska, V LO w Toruniu

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem