Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poniedziałek, godz. 8.15, zaspane oczy moich uczniów. Wtorek, 8.15, nie jest lepiej. Środa, 8.15, ratunku!!!

Kilkanaście początków roku szkolnego w roli nauczycielki, tysiące przeprowadzonych godzin lekcyjnych, ciągłe poszukiwania metod skutecznie zwalczających szkolną rutynę, euforyczne wzloty, bolesne upadki – zmieniają się twarze, oczy nie. Kiedy w 2018 roku pierwszy raz zorganizowałam międzynarodowe spotkanie młodzieży, nie wiedziałam jeszcze, że wkraczam w nowy etap swojej zawodowej „kariery" – niby oczy znajome, ale inne, z błyskiem, o każdej porze dnia, nawet o 5.30 rano. Przepadłam. Te oczy nie mogą kłamać. Dziś, po trzech latach, organizacja międzynarodowych spotkań młodzieży to najważniejszy, najbardziej owocny element mojej pracy. Straty – brak, same zyski. Choć zawsze, zwłaszcza w odniesieniu do uczniów, którzy nie mają szans na biało-czerwone podium, słyszę: „stracone lekcje, zaległości, nadrabianie…" – zatykam uszy, swoje i młodzieży. I teraz, razem, widzimy już tylko zyski. Ja – rozwój zawodowy, ogromna satysfakcja, młodzież – top przydługiej listy: odkrycie, że bariera komunikacyjna to fantazmat, jeden z wielu, jaki nosimy w sobie. Atmosfera spotkań wyzwala nas od nas samych, zmęczonych, zamkniętych w sobie, zakompleksionych. Rozkwitamy, na scenie, z aparatem fotograficznym, przed kartą papieru, w rozmowie, przy kolacji. Chce nam się być z innymi, słuchać ich, mówić, uczyć się od siebie, cieszyć się życiem, iść dalej. Nie ma lepszej szkoły. Edukacja jest podróżą! Dziękuję wszystkim, którzy mi w niej towarzyszą.

Realizację spotkań wsparły do tej pory: Polsko-Ukraińska Rada Wymiany Młodzieży Narodowe Centrum Kultury, Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży.

Relacje uczniów z wyjazdów do Chorwacji i na Ukrainę

Nie należę do ludzi kochających podróże. Narzekanie to mój ulubiony sport, pewnie dlatego, że wychowałem się w Polsce. Opanowałem tę sztukę do mistrzowskiego poziomu i wykorzystam każdą okazję, by sobie ponarzekać. Mimo to, gdy wyszliśmy na pierwszy spacer po urokliwej starówce w Splicie, poczułem coś niesamowitego – i nie był to smród siarki wydobywający się z okolicznej sauny, ale spokój. Ogromny spokój i radość. Nagle przestałem skupiać się na wszystkim, co złe. Mimo to, że i tak od czasu do czasu wydobyłem z siebie szyderczy komentarz, to ogrom piękna, jaki zobaczyłem w ciągu siedmiu dni w Chorwacji, zwiedzając muzea wypełnione wspaniałymi zbiorami sztuki, podziwiając boskie widoki stworzone przez naturę i wpatrując się w niesamowitą architekturę, zredukował moje narzekające instynkty do poziomów wcześniej mi nieznanych.

Fot. nadesłane

Możliwość zobaczenia, jak pięknie można żyć, dała mi ogromną motywację do zrobienia ze swym życiem czegoś, co by dorównało beztrosce, jaką czułem, będąc w Splicie. Podczas mojego pobytu nauczyłem się więcej niż przez ostatnie lata edukacji w polskiej szkole. Nauczyłem się, a raczej dopiero rozpocząłem naukę szacunku do drugiego człowieka, dostrzegania w ludziach piękna i ich zalet. Podróż ta była naprawdę czymś, co pozostanie ze mną na długo, i czekam na okazję, by znów uciec choć na chwilę do tej niemożliwie pięknej rzeczywistości.

Gustaw Garstecki z VII LO w Toruniu

Poczuliśmy „Moc Kupały"

Od 10 do 17 września byliśmy uczestnikami międzynarodowego polsko-ukraińskiego projektu „Moc Kupały". Nasza przygoda rozpoczęła się od lotu samolotem. Kiedy dotarliśmy do Czerkasów – miejsca naszego pobytu – zostaliśmy bardzo mile przywitani przez rówieśników z Ukrainy. Uczestnikami projektu było dwanaścioro uczniów z 7LO w Toruniu oraz sześcioro uczniów z Kropywnyckiego i sześcioro uczniów z Gołokiwki. Podczas tej wymiany mogliśmy poznać kulturę oraz tradycje sąsiedniego kraju. Przez cały wyjazd towarzyszyła nam przepiękna pogoda.

Codziennie o wschodzie słońca odbywały się zajęcia jogi, mieliśmy okazję również lepić z gliny oraz dowiedzieć się, jak powstaje chleb, począwszy od zbiorów ziaren, aż po samo jego wypiekanie. Kolejną atrakcją było przemierzenie Dniepru i spędzenie całego dnia na „bezludnej" wyspie, gdzie mogliśmy być jeszcze bliżej przyrody. Wieczory spędzaliśmy przy ognisku, na wspólnych zabawach; byliśmy także na koncercie ukraińskiego piosenkarza. Podczas jednego z wieczorów przy ognisku odwiedził nas Kozak, którego nazywano Zababacha. Oczywiście każdego dnia również odbywały się warsztaty. Każdy z uczestników malował swój strój oraz plótł wianek. Odbywały się także warsztaty z ruchu scenicznego oraz warsztaty muzyczne. Poza tym nie mogło zabraknąć prób przygotowywanego przez nas przedstawienia.

Fot. nadesłane

Spektakl, którego tytuł brzmi „Za słońcem", przedstawia cztery pory roku i ich zmienność. Wszyscy uczestnicy byli podzieleni na wiosnę, lato, jesień oraz zimę. Każda pora roku miała inną choreografię, inne barwy strojów, wianki składały się z innych kwiatów, a muzyka miała różny rytm.

Bardzo cieszę się, że mogłam wziąć udział w takiej wymianie. Z niecierpliwością czekamy na rewizytę naszych kolegów i koleżanek z Ukrainy.

Julita Sztama z VII LO w Toruniu

Polsko-ukraińska wymiana młodzieżowa

Warto nadmienić, że nawet bariera językowa nie stanowiła żadnego problemu. Wszyscy porozumiewali się w swoim ojczystym języku czy też za pomocą języka angielskiego. Gdy zapytałam uczestników, co najlepiej wspominają z projektu, odpowiadali: – Wiele rzeczy zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, co sprawiło, że wspomnienia z tej wymiany zostaną ze mną na długo. Najbardziej wracam jednak do dnia, w którym wybraliśmy się w rejs katamaranem, który przewiózł nas na wyspę położoną na Dnieprze. To, co tam zastałam, przerosło moje wszelkie oczekiwania. To miejsce swoim wyglądem przypominało niejedną tropikalną plażę; lazurowa woda, piękny złocisty piasek, zaś na środku plaży, gdzie rozstawiliśmy nasze rzeczy, stał kocioł postawiony na ogniu. W tym jakże dużym garnku był przyrządzony posiłek, po którym mieliśmy czas na integracyjne gry i zabawy.

Na podobne pytanie inni uczestnicy projektu odpowiadali: – Jedną z najlepszych rzeczy podczas tego wyjazdu było dzielenie pokoju z rówieśnikami ukraińskimi, co spowodowało, że jeszcze bardziej się wszyscy zintegrowaliśmy, bardziej poznaliśmy ukraińską kulturę czy nawet nauczyliśmy się kilku podstawowych zwrotów po ukraińsku. Wszystkie rozmowy były bardzo rozwijające, a przy okazji każdy z nas mógł poprawić swój poziom języka angielskiego.

Martyna Makowska z VII LO w Toruniu

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.