Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O tym, jakich zmian potrzebuje edukacja w Polsce opowiadają: Julia Gmurska, Julia Kowalewska, Julia Michniewicz, Kinga Gil, Martyna Kamińska, Martyna Makowska, Oliwia Nowakowska, Weronika Stanik i Jakub Pawlikowski z VII LO w Toruniu oraz Weronika Mizera, I LO w Nakle nad Notecią

Zastanawialiście się kiedyś, jakie zmiany można by wprowadzić w szkołach? Co podoba wam się w obecnym trybie nauczania, a co was męczy?

Pierwszą kwestią, do której chciałabym się odnieść, są lektury szkolne. Uważam, że większość z nich jest napisana trudnym do zrozumienia językiem, często w starszych tekstach są przedstawiane zachowania, które w naszych czasach są nieakceptowane, np. przedmiotowe traktowanie kobiet. Takie lektury bardzo często jedynie zniechęcają nas, młodzież, do czytania czegokolwiek, a wydaje mi się, że nie taki jest cel szkoły. Proponowałabym, aby lektury zostały gruntownie odświeżone.

Następna rzecz, tym razem przedmiot, do którego chciałabym się odnieść, to religia w szkołach. Sama szanuję każdą wiarę, lubię słuchać o różnorodnych wyznaniach, z którymi do tej pory nie miałam do czynienia, i wydaje mi się, że dobrym rozwiązaniem byłaby zmiana religii na religioznawstwo. Uczylibyśmy się o tam o każdej wierze, nie tylko chrześcijańskiej, moglibyśmy lepiej zrozumieć cudze przekonania i wierzenia. Dzięki temu więcej ludzi zaczęłoby szanować cudze wierzenia, gdyby przestały być dla nich obce. Innym rozwiązaniem mogłoby być przeniesienie religii do kościołów, wtedy każda zainteresowana osoba mogłaby z własnej nieprzymuszonej woli chodzić na takie zajęcia. Uważam, że takie rozdzielenie wiary chrześcijańskiej od szkół mogłoby wyjść na dobre.

Ważną rzeczą powinno być obchodzenie Dni Tolerancji w każdej szkole. Wiele młodych osób boi się głośno mówić o swojej orientacji, boją się odrzucenia, czują, że nie zostaną zaakceptowani, że ich rówieśnicy mogliby ich wyśmiać i wykluczyć ze swojego grona. Właśnie dlatego takie dni mogłyby pokazać tym osobom, że są równe, zasługują na miłość i zrozumienie, że mają pełne wsparcie i zawsze mogą liczyć na pomoc.

Według mnie, jeszcze jedną wadą jest to, że z powodu reformy z 2017 roku po podstawówce przedmioty niezwiązane z maturą i moim profilem odchodzą w klasie czwartej. Osobom po gimnazjum takie przedmioty odchodziły w klasie drugiej. W liceum wybieramy sobie profil, który najbardziej nam odpowiada, i kształcimy się w kierunku przedmiotów, które rozszerzamy. Reasumując, więcej przedmiotów to mniej czasu na poszerzenie wiedzy w kierunku, który sobie wybraliśmy, który nas interesuje i sprawia, że chce nam się uczyć.

W fińskim systemie edukacji uczniowie uczęszczają na minimum cztery, a maksymalnie siedem wybranych zajęć. Podoba mi się to, że uczniowie tam mają wybór, jakich przedmiotów chcą się uczyć, i nie ma ich tam tak dużo jak w Polsce.

Do tej pory tylko narzekałam i proponowałam alternatywy dla idei, które w szkole mi się nie podobają, więc na koniec chciałabym również dodać od siebie zaletę. Nie ukrywam, że ogromną zaletą jest to, że edukacja w Polsce jest bezpłatna i każdy ma do niej dostęp. Istnieją kraje, w których dostęp do edukacji nie jest darmowy oraz jest utrudniony, przez co nie każdy może sobie pozwolić na to, żeby się kształcić.

Julia Gmurska z VII LO w Toruniu

Uczmy się od Finów

W Polsce nauczyciele stawiają na wykłady, po czym zadają tonę prac domowych, z którymi dzisiejsza młodzież po prostu nie daje czasowo rady. Z autopsji wiem, że kiedy nie ma mnie na chociażby jednej lekcji matematyki czy biologii, bardzo ciężko jest nadrobić samemu materiał z lekcji, ponieważ podstawa programowa jest zbyt obszerna i wiele rzeczy zapomina się już po napisanym sprawdzianie, a w rzeczywistości nawet jeśli zapamiętamy je na dłużej, nigdy się one nam nie przydają w dorosłym życiu.

Popatrzmy teraz na fiński system edukacji, w którym, mimo tego, że uczniowie nie spędzają tyle czasu na nauce, osiągają wysokie wyniki. Wakacje są dłuższe, przez co dzieci nie czują się wypalone nauką i z większą chęcią zasiadają w szkolnych ławkach. Nauczyciele mają z uczniami o wiele luźniejszą relację, przez co dzieci i młodzież są w stanie im zaufać i nie boją się rozmawiać o swoich problemach, pasjach czy zadać pytania.

Podsumowując, uważam, że powinniśmy porzucić przestarzałe metody edukacji. Postawić na integrację uczniów, na to, aby mieli czas na swoje hobby, a nie ledwo wyrabiali się z nauką rzeczy, które i tak wkrótce zapomną i nie będą one dla nich przydatne.

Julia Kowalewska z VII LO w Toruniu

Uwolnijmy szkołę od presji i łez

Mam za sobą już dziesięć lat szkolnej edukacji – czyli aż dekadę. Można powiedzieć, że wręcz połowę swojego życia już jej podlegam. Zawsze byłam dość dobrą uczennicą, ale cena tego była zdecydowanie zbyt wysoka. Do dziś pamiętam stres przed każdym sprawdzianem, przed egzaminem i przemęczenie spowodowane nakładem prac domowych, wymagającymi nauczycielami i uczeniem się bezsensownych, nieprzydatnych regułek. Odcisnęło to spore piętno na mojej psychice, którego do dziś ciężko mi się pozbyć. Presja w większości szkół jest wręcz niewyobrażalna; myślę, że każdy choć raz w swoim życiu płakał przez szkołę, chociażby z powodu oceny. I nad tym też trzeba się zastanowić – dlaczego negatywna ocena jest tak złą rzeczą i tak piętnowaną w szkole, że doprowadza niektórych do takiego stanu? Czy parę jedynek zmienia naszą przyszłość i karierę? Wątpię. Więc czemu tak jest?

Można również zastanawiać się nad liczbą niepotrzebnych, niezwiązanych z profilem przedmiotów w szkołach średnich, prowadzących do wyżej wspomnianego stresu i presji. Zamiast skupić się na maturze, jesteśmy zmuszani do skupiania się na przedmiotach, które nas nie interesują i powinny zakończyć się w podstawówce. Jesteśmy uczeni, jak zdać egzamin, że jest tylko jeden prawidłowy sposób myślenia, a każdy inny powinien być ograniczany i odsuwany, co zdecydowanie nie rozwija jednej z najważniejszych cech – kreatywności.

Z drugiej strony, sceptycy mogliby pomyśleć, że ten system jest dobry, że nie ma lepszego, że przecież bez ocen i ogromnej ilości nauki nie osiągnie się sukcesu oraz że skoro oni się nie stresują, a ich psychika ma się dobrze, to każdy inny ma tak samo, więc po co cokolwiek zmieniać. Otóż, drodzy państwo, nie tędy droga. Mimo trudności, powinniśmy starać się, by każdy czuł się w szkole dobrze. Dobrym przykładem może być chociażby system szkolnictwa w Finlandii, przez ekspertów uważany za jeden z najlepszych i jako punkt odniesienia, do którego się powinno dążyć. Nauka w małych klasach, mniej czasu spędzanego w szkole. Panuje całkowita równość uczniów, a rankingi dzielące szkoły na „lepsze" i „gorsze" nie istnieją. Zainteresowania ucznia to priorytet wyprzedzający naukę, a zadania domowe są rzadko zadawane.

Julia Michniewicz z VII LO w Toruniu

Szkoła moich marzeń

Co jest zadane? Kiedy kończy się lekcja? Jaka kartkówka? To pytania, które słyszymy na szkolnych korytarzach. Wielu uczniów, przebywając w szkole kilkanaście godzin, jest zmęczonych ciągłymi kartkówkami, sprawdzianami i zrezygnowanych z powodu dużego natłoku materiału. Ale zastanówmy się, czy o to właściwie chodzi? Uczeń, przebywając w szkole po osiem godzin dziennie, gdy wraca do domu, myśląc, że odpocznie, zdaje sobie sprawę, że jednak nie tym razem. Trzeba nauczyć się na sprawdzian, odrobić lekcje. Ile wolnego czasu ma uczeń? Niewiele!

W szkole moich marzeń powinniśmy wynosić jak najwięcej z lekcji, a nie uczyć się dodatkowo w domu. Lekcje wydawałyby się krótkie, a to dlatego, że nauczyciele w interesujący sposób przekazywaliby nam wiedzę. Lekcje trwałyby do godziny 14.30. Talenty i zainteresowania uczniów pomogłyby rozwijać szkolne koła. Ich lista byłaby nieskończenie długa, dlatego pozwolę sobie wymienić tylko niektóre z nich. Byłyby prowadzone atrakcyjne warsztaty plastyczne, które zabiorą swoich uczestników w przepiękne i odległe plenery. Zajęcia tańca, baletu, gry na instrumentach i śpiewu prowadziliby znani mistrzowie tych dziedzin. Miłośnicy sportu będą mieli do wyboru wiele dyscyplin. Atrakcją dla wszystkich okaże się łyżwiarstwo, które będzie możliwe dzięki krytemu lodowisku znajdującemu się w podziemiach szkolnego budynku. Nie byłoby ocen. Ale jak to, jak nauczyciele sprawdzaliby wiedzę uzyskaną na lekcjach? To proste – testy byłyby na zaliczenie.

Jej budynek wyobrażam sobie jako wielki, nowoczesny gmach pełen nowoczesnych sprzętów, które ułatwiłyby pracę zarówno uczniom, jak i nauczycielom. Okna w mojej szkole byłyby od sufitu do podłogi, co sprawiałoby, że w klasach byłoby słonecznie i przytulnie. Sale lekcyjne byłyby wyposażone w klimatyzację. Poza tym każdy uczeń korzystałby z własnego laptopa. Uczeń miałby własną szafkę, gdzie trzymałby książki potrzebne na zajęcia lekcyjne. Tak wygląda szkoła moich marzeń. Myślę, że nigdy nie będzie istniała naprawdę. Szkoda, bo pewnie innym uczniom też by się spodobała.

Kinga Gil z VII LO w Toruniu

Wyjść poza szablon

Polski system edukacji ma sporo sobie do zarzucenia, praktycznie każdy uczeń zgodziłby się ze mną, że jest przeciążony, zmęczony i bardzo zestresowany całym materiałem, który omawiamy. Rzeczą, która mnie najbardziej denerwuje w szkole, jest to, że musimy pisać sprawdziany, które uczą nas tylko szablonowego myślenia, nie możemy rozwijać swojej wyobraźni. Sprawdziany, kartkówki czy prace klasowe są nieodłącznym źródłem stresu, smutku czy nawet załamań nerwowych, gdy jesteśmy zagrożeni z danego przedmiotu.

Bardzo mi się spodobał system edukacji w Finlandii. Tam uczniowie mają wybór, że do 16. roku życia nie muszą pisać egzaminów, a gdy już piszą, nie muszą się stresować i starać o najwyższą ocenę, bo u nich nie na tym polega uczenie się. U nich uczenie się polega na poszerzaniu swoich horyzontów, kształceniu jeszcze większej wyobraźni i myślenia nieszablonowego.

Kolejnym elementem w polskim szkolnictwie jest to, że szkoły czy nawet czasem klasy są dzielone na te „gorsze" i „lepsze". Jak może czuć się uczeń, który przez parę punktów mniej nie dostanie się do bardziej „elitarnej" szkoły i zostanie przyjęty do tej „gorszej". W Finlandii nie ma podziału na takie szkoły, każdy jest traktowany w ten sam sposób, aby nikt nie poczuł się urażony. Fińskie szkoły dbają o to, aby każdy uczeń był traktowany tak samo. Same szkoły zyskują na tym, ponieważ mogą bardziej zająć się swoimi uczniami niż wyścigiem w rankingu z innymi placówkami. W klasie w Polsce może znajdować się nawet trzydziestu uczniów, a czasem nawet więcej. W fińskiej szkole klasa liczy maksymalnie dwadzieścia osób.

Ostatnim tematem, jaki chciałabym poruszyć, są prace domowe. W Polsce bardzo popularne i często stosowane przez nauczycieli. Spędzamy w szkole przeciętnie około sześciu-siedmiu, a czasem nawet osiem godzin dziennie, po czym wracamy do domu odrabiać pracę domową z połowy tych przedmiotów, które omawialiśmy w szkole. W fińskiej szkole uczenie odbywa się tylko w szkole, a prace domowe polegają na wywiadzie, np. ze swoimi dziadkami na jakiś dany temat. Jest to przyjemna praca domowa, która nie powoduje stresu u ucznia, a tylko poszerza jego horyzonty. Korepetycje tam nie istnieją, a są wręcz zakazane. W Polsce statystycznie przynajmniej w każdej klasie znajdzie się uczeń, który bierze korepetycje. W Finlandii jeśli uczeń czegoś nie rozumie, idzie do nauczyciela, a ten ma obowiązek mu pomóc i udzielić wyjaśnień.

Martyna Kamińska z VII LO w Toruniu

Praktyka, nie kartkówki!

Dla mnie, dla osoby wciąż uczącej się, system edukacji w naszym kraju jest bardzo przestarzały. Jest to system, który narzuca pewne istotne elementy w moim rozwoju naukowym, co skutkuje chociażby moim niechętnym udziałem we wszystkich zajęciach szkolnych czy pewnego rodzaju ograniczeniami mojej osoby. Osoby, która ma w dalszym ciągu zamiar kształcić się, by w przyszłości odnieść życiowy sukces. Uważam, że nie wszystkie przedmioty szkolne są potrzebne dla mojego czy innych rozwoju, ponieważ nie każdą osobę znajdującą się na profilu (załóżmy) społeczno-prawnym będą interesowały przedmioty ścisłe takie jak chemia czy biologia. Uważam, że każdy uczeń powinien sam wybierać przedmioty, którym będzie poświęcał swój czas na zajęciach szkolnych czy w czasie wolnym. Warto zauważyć, że w tym momencie nikt z nas nie ma takich możliwości wyboru, jedyne tak naprawdę, co możemy wybierać, to odpowiedni dla nas kierunek np. w liceum, choć i tutaj są kwestie sporne, ponieważ już „z góry" są nam przypisane odpowiednie przedmioty rozszerzone i uzupełniające dla odpowiednich kierunków. Jak też w większości kierunków humanistycznych, rozszerzonymi przedmiotami są głównie język polski i historia, a pozostałymi przedmiotami, które są obecne w systemie edukacji są np. chemia, biologia, fizyka czy informatyka. Zatem od razu nasuwa się pytanie, po co ta cała reszta przedmiotów, przy których zwykły licealista będzie czuł niepewność, brak poczucia rozumienia danego zagadnienia czy nawet będzie czuł strach przed danym przedmiotem? Po co ktoś ma się uczyć czegoś, co nie sprawia mu przyjemności, nie daje satysfakcji lub czegoś, co i tak na drugi dzień zapomni? Według mnie, nie ma sensu uczyć się czegoś, co nie sprawia nam satysfakcji i nie daje poczucia rozwoju, czegoś, co w żadnym stopniu nie przybliży nas do spełnienia naszych marzeń czy celów.

Kolejną rzeczą, o której należy wspomnieć, są kartkówki i sprawdziany, które z reguły są trudne i coraz częściej można się spotkać z osobami, które bardzo mocno stresują się przed samym egzaminem. Co w skutkach nie jest dobre, ponieważ stres, jak wiadomo, wpływa na nasze samopoczucie, a także zdrowie psychiczne. Dlatego uważam, że polski system edukacji powinien zostać jak najszybciej zmieniony, tak aby ograniczyć do minimum wszystkie niedogodności, z jakimi obecnie zmaga się większość uczniów.

Moim zdaniem polski system edukacji powinien brać przykład z systemu, który obowiązuje w Danii, mianowicie w duńskich szkołach ponad wszystko stawia się na ćwiczenia praktyczne, a nie na dziesiątki kartkówek i sprawdzianów teoretycznych, które w żadnym stopniu nie przyczyniają się do całkowitego zrozumienia danej treści. W Danii liczy się nie tylko hasło „Nauczanie przez doświadczanie", lecz także wszyscy stawiają tam na radość i szczęście młodych osób, by w żadnym stopniu nie odczuły, że coś im nie poszło czy są w jakimś stopniu gorsze od drugiej osoby. Kolejnym państwem, w którym obowiązujące zasady systemu edukacyjnego są wprost niesamowite, jest Finlandia. Jest to kraj, który zajmuje drugie miejsce w rankingu najlepiej wyedukowanych państw na świecie, gdzie uczniowie rozpoczynają swoją edukację w wieku siedmiu lat i do ukończenia 16. roku życia nie są egzaminowani oraz w żaden sposób sprawdzani – zarówno przez nauczycieli, jak i rodziców. Finowie przede wszystkich stawiają na rozwój i poszukiwanie własnych pasji. Warto nadmienić, że zawód nauczyciela jest tam bardzo doceniany, a sam nauczyciel traktowany jest jako autorytet i wzór do naśladowania. Już sam pobyt w fińskiej szkole może spowodować permanentny szok i zachwyt, ponieważ codziennością jest tam nauczanie przez zabawę, dostęp do zdrowych obiadów, które są podawane w przerwach między zajęciami, a także godnym uwagi jest fakt, iż Finowie mają zapewniony transport do szkoły.

Podsumowując, uważam, że polski system edukacji jest archaiczny i należy go jak najszybciej zmienić, tak aby każda osoba ucząca się była usatysfakcjonowana, szczęśliwa, a także by czuła, że się rozwija i spełnia, bo czy jest coś w życiu człowieka ważniejszego od szczęśliwej samorealizacji i spełniania wszystkich swoich marzeń bez żadnych ograniczeń?

Martyna Makowska z VII LO w Toruniu

Bezsensowna walka o „cyferki"

Jednym z największych problemów dotyczących wszystkich uczniów już od samego początku edukacji są oceny, a co za tym idzie – już od pierwszej klasy podstawówki aż po szkołę średnią odbywa się walka o jak najwyższą możliwą cyferkę, co nie zawsze odzwierciedla rzeczywisty poziom wiedzy. Kolejnym istotnym problemem jest liczba lekcji, czyli spędzenie ośmiu godzin w szkolnej ławce z uśmiechem na twarzy i otwartą głową gotową do pozyskiwania nowej wiedzy, która niekoniecznie uznawana jest za pożyteczną. Jest to tym trudniejsze, że w domu niejednokrotnie czeka na nas kolejna dawka, m.in. prac domowych.

Podsumowując, w aktualnym systemie edukacji bycie uczniem jest trudne, a osobiście najbardziej razi mnie system oceniania. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać i głośno mówić o tych niedogodnościach z nadzieją na zmiany.

Oliwia Nowakowska z VII LO w Toruniu

Skupmy się na wartościach, a nie pierwiastkach

Wiele osób się ze mną zgodzi, że polski system edukacji wymaga w dalszym ciągu sporo poprawek. A może by tak dokonać „szkolnej rewolucji"? Uczniowie często narzekają na brak czasu wolnego, do czego doprowadza oczywiście ciągłe siedzenie w domu nad książkami. Moim zdaniem dom powinien być miejscem odpoczynku dla uczniów, a szkoła powinna być miejscem, w którym nauczyciele całkowicie zadbają o nasze postępy w nauce. Z doświadczenia wiem, że nauka, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, wcale nie jest efektywna. Ilość treści, jakie są nam przekazywane, jest o wiele większa, niż jesteśmy w stanie przyswoić, co w uczniach zrodziło zasadę: „zakuć, zdać, zapomnieć". Doprowadziło do tego również to, że pojęcia, jakich się uczymy, nie wydają się później tak praktyczne, by wykorzystywać je w codziennym życiu. O wiele większy sens miałoby skupienie się na wartościach, które naprawdę są ważne, aniżeli na pierwiastkach kwadratowych.

Weronika Stanik z VII LO w Toruniu

Mniej sprawdzianów

W szkole uczymy się mnóstwa niepotrzebnych rzeczy. Wprowadziłbym kilka zmian, takich jak ograniczenie materiału z niektórych przedmiotów, brak możliwości niezdania egzaminów, mniejsza liczba sprawdzianów i brak kartkówek, więcej prac dodatkowych oraz dodanie nowych zajęć, mających na celu doskonalenie uczniów i odkrywanie ich talentów. Najbardziej podoba mi się fiński model, ponieważ uczniowie do 16. roku życia nie zdają żadnych egzaminów, a szkoły są skupione na doskonaleniu swoich uczniów i nie są oni również dzieleni na lepszych i gorszych.

Jakub Pawlikowski z VII LO w Toruniu

A do szkoły na dziewiątą

Coraz więcej mówi się o przeciążonym systemie edukacyjnym w naszym kraju. Przypomina to model pruski, który jest przestarzałym i nieskutecznym sposobem nauczania. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie do szkół systemu fińskiego, w którym szkoła ma wspierać uczniów, rozwijać ich talenty i predyspozycje. Taki model oparty jest na otwartości, elastyczności i poszanowaniu niezależności ucznia. Drugim pomysłem jest chodzenie do szkoły na późniejszą godzinę np. dziewiątą, ponieważ, według naukowców, dzieci w wieku nastoletnim są o ósmej rano nieprzytomne z niewyspania. Rozpoczęcie lekcji o tej godzinie jest dla nich niekorzystne, ponieważ zmęczenie uniemożliwia im koncentrację i zapamiętywanie informacji przekazywanych przez nauczyciela.

Weronika Mizera, I LO w Nakle nad Notecią

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.