Nie wiem, z czego to wynika, ale my w Polsce tak mamy, że zawsze przy okazji tragicznych okoliczności na tydzień unosimy się i szumnie ogłaszamy apele o zgodę, po czym wracamy do swoich zajęć. Tak było po śmierci Jana Pawła II, tak było po Smoleńsku. Tak było również i po śmierci Pawła Adamowicza. Zawaliliśmy sprawę.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pamiętam ten dzień doskonale. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. O dwudziestej z minutami dostaję na telefon powiadomienie, że Paweł Adamowicz podczas Światełka do Nieba został dźgnięty nożem. Natychmiast idę do salonu, w którym rodzice oglądają transmisję z WOŚP. Mówię im o tym, po czym słyszę, żebym przestał czytać głupoty. I dokładnie w tym momencie na ekranie pojawia się napis: PILNE. To jednak nie były głupoty.

Następnego dnia jest pierwszy dzień ferii zimowych. Chwilę po siódmej wyjeżdżam pociągiem do rodziny do Bydgoszczy. W drodze słucham Trójki (wówczas jeszcze żyła), bo podobno mają podać jakieś informacje na temat stanu zdrowia prezydenta. Kiedy już dojechaliśmy i zwiedzaliśmy myślęcińskie zoo, znowu dostaję powiadomienie. Prezydent nie żyje. Pół godziny później: Jurek Owsiak rezygnuje z szefowania Wielkiej Orkiestrze. Cały dzień chodziłem przygnębiony.

W trakcie pogrzebu ojciec Ludwik Wiśniewski mówił tak: „Cała Polska czeka, może nie tylko Polska, ażeby z Gdańska wyszło przesłanie, które dotrze do każdego Polaka i które przywróci moralną równowagę w naszym kraju i w naszych sercach. W ostatnich dniach wielu ludzi próbowało formułować to przesłanie, które wynika ze śmierci Pawła. I ja tu dzisiaj jestem przekonany, że Paweł chce, Paweł, który jest już u Boga, chce, abym wypowiedział następujące słowa: Trzeba skończyć z nienawiścią, trzeba skończyć z nienawistnym językiem, trzeba skończyć z pogardą, trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych. Nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści na ulicach, w mediach, internecie, szkołach, parlamencie, a także kościele”. Od tamtych wydarzeń minęły dwa lata. Czy ten apel został zrozumiany i wprowadzony w życie?

Nie wiem, z czego to wynika, ale my w Polsce tak mamy, że zawsze przy okazji tragicznych okoliczności na tydzień unosimy się i szumnie ogłaszamy apele o zgodę, po czym wracamy do swoich zajęć. Tak było po śmierci Jana Pawła II, tak było po Smoleńsku. Tak było również i teraz. Zawaliliśmy sprawę.

Celowo użyłem liczby mnogiej. Strasznie irytuje mnie, że po stronie antypisowskiej dyskusja na temat języka nienawiści odbywa się zawsze w kontekście partii rządzącej. Jakby to PiS miał w tym kraju monopol na pogardę. Oczywiście, telewizja Jacka Kurskiego szczuje dzień w dzień, ale nie wiem, jak ślepym trzeba być, żeby nie dostrzec podobnych zachowań w swoim obozie. Za przykład niech posłuży nieoceniony prof. Jan Hartman:

"Nie tylko wolno nam mówić, że PiS jest szczególnie popularny wśród klas niższych [...]lecz i to, że pośród ludzi myślących całkowicie egoistycznie, niemających żadnego wyrobienia obywatelskiego więcej jest wyborców PiS niż opozycji. Co więcej, jako że osoby zwane popularnie chamami, hołotą czy żulią wykazują się obok innych wad również egoizmem i brakiem obywatelskich cnót, tudzież świadomości konstytucyjnej, można i należy całkiem otwarcie mówić o tym, że chamstwo głosowało na PiS."

Odróbmy zaległą lekcję z Gdańska. Zacznijmy jednak od SIEBIE.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    @hartman
    Zgodnie z logiką zawartą w tekście, jego autor powinien uznać, że Twój wpis jest "względnie grzeczny", bo jego zdaniem żyjemy w państwie "względnie demokratycznym". Uważa również, że ?należy mieć nadzieję, że PIS nie przykręci śruby?, i że musimy być grzeczni pisząc o partii rządzącej, zupełnie jakby nie była agresorem z Nowogrodzkiej?*

    W moim przekonaniu ten tekst stwarza tylko pozory troski o "dziedzictwo" Adamowicza. W istocie jest jednak zadziwiającym szpagatem intelektualnym, który pozwala autorowi na krytykowanie Hartmana, stojącego i wtedy, i dziś, po tej stronie barykady, po której stał zamordowany prezydent Gdańska. Bo to była barykada, a nie drobna różnica zdań. W tle brzęczały pisowskie kajdanki i krążyły trzyliterowe, pisowskie służby. Adamowicz miał być przykładem odstraszającym innych, za wszelką cenę. Może więc była to wojna, skoro ostatecznie Adamowicz był jej celem i jedyną ofiarą. Celem, do którego pis strzelał jak do - nomen omen - kaczki.

    Po przeczytaniu tekstu artykułu, mniej wprawny czytelnik mógłby odnieść wrażenie, że to na skutek niewystarczająco grzecznych i kulturalnych słów Hartmana zamordowany został Adamowicz. Ergo, gdyby Hartman był grzeczniejszy, to Adamowicz by nie zginął.

    To zadziwiające jak wielu osobom wydaje się, że są "super", bo nie przeklinają, mają fajne kwiatki na Instagramie i są wobec siebie całkowicie bezkrytyczni, za to inni, posiadający swoje zdanie, odwagę i determinację są wstrętnymi chamami. Są całe stada takich podtrzymujących się w poczuciu lepszości, które nie zauważają, że bywają autorami treści, przed którymi trudno jest się bronić przez grzeczność.

    Chciałbym jeszcze raz podkreślić, żeby autor to sobie utrwalił, do Adamowicza z propagandowego działa strzelał** PIS, a nie Hartman. Hartman nie przyglądał się temu beznamiętnie wpieprzając popcorn.

    * cytaty pochodzą z publicznej konwersacji na Facebooku
    ** doprecyzuję tylko, że to przenośnia, skrót myślowy, chyba zupełnie jasny, chociaż nie mam pewności
    @enlever
    No to od początku.
    1. Nie chodzi mi o to, że trzeba być grzecznym. Nie mam problemu z ostrą polemiką polityczną. Nie podoba mi się natomiast, gdy ktoś zaczyna, w akcie słusznej niezgody na działania partii, obrażać wyborców tejże, co uczynił pan prof. Hartman. I nie ma to nic wspólnego z odwagą czy posiadaniem swojego zdania.
    2. Nie mam uprzedzeń do prof. Hartmana, po prostu staram się nie być ślepy na jedno oko, choć oczywiście zgadzam się z tym, że do śmierci prezydenta Adamowicza przyczyniła się tylko jedna z nich.
    3. Nie zgadzam się z tezą, że po przeczytaniu tekstu można odnieść wrażenie, że "to na skutek niewystarczająco grzecznych i kulturalnych słów Hartmana zamordowany został Adamowicz". Chciałem tylko zauważyć, że nie tylko PiS nienawidzi i - jako społeczeństwo - nie wyciągnęliśmy wniosków z tego tragicznego wydarzenia, o czym świadczy m.in. fakt, że słowa prof. Hartmana, które przytaczam autor napisał w czerwcu 2019 roku, czyli po morderstwie.

    Pozdrawiam!
    Autor :)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    To, co robisz nazywa się szczuciem. Czy może twoim zdaniem chamstwo głosowało na PO? Bo albo to, albo to. Ale to nienawistne szczucie wynika glównie z twojej głupoty - nie tylko z załgania. Pewnie miesza Ci się teza, ze chamstwo głosowało na pis z teza, ze jak ktoś głosowało na pis , to jest chamstwo. A czemu Ci się miesza? Bo jestes zaślepiony pycha (dowalenie klasiscie Hartmanowi moim świętym prawem!) A przede wszystkim nieinteligentny. Podobnie, jak twoj szef, który to gowno puscil do druku.
    @hartman
    Zgodnie z logiką zawartą w tekście, jego autor powinien uznać, że Twój wpis jest "względnie grzeczny", bo jego zdaniem żyjemy w państwie "względnie demokratycznym". Uważa również, że ?należy mieć nadzieję, że PIS nie przykręci śruby?, i że musimy być grzeczni pisząc o partii rządzącej, zupełnie jakby nie była agresorem z Nowogrodzkiej?*

    W moim przekonaniu ten tekst stwarza tylko pozory troski o "dziedzictwo" Adamowicza. W istocie jest jednak zadziwiającym szpagatem intelektualnym, który pozwala autorowi na krytykowanie Hartmana, stojącego i wtedy, i dziś, po tej stronie barykady, po której stał zamordowany prezydent Gdańska. Bo to była barykada, a nie drobna różnica zdań. W tle brzęczały pisowskie kajdanki i krążyły trzyliterowe, pisowskie służby. Adamowicz miał być przykładem odstraszającym innych, za wszelką cenę. Może więc była to wojna, skoro ostatecznie Adamowicz był jej celem i jedyną ofiarą. Celem, do którego pis strzelał jak do - nomen omen - kaczki.

    Po przeczytaniu tekstu artykułu, mniej wprawny czytelnik mógłby odnieść wrażenie, że to na skutek niewystarczająco grzecznych i kulturalnych słów Hartmana zamordowany został Adamowicz. Ergo, gdyby Hartman był grzeczniejszy, to Adamowicz by nie zginął.

    To zadziwiające jak wielu osobom wydaje się, że są "super", bo nie przeklinają, mają fajne kwiatki na Instagramie i są wobec siebie całkowicie bezkrytyczni, za to inni, posiadający swoje zdanie, odwagę i determinację są wstrętnymi chamami. Są całe stada takich podtrzymujących się w poczuciu lepszości, które nie zauważają, że bywają autorami treści, przed którymi trudno jest się bronić przez grzeczność.

    Chciałbym jeszcze raz podkreślić, żeby autor to sobie utrwalił, do Adamowicza z propagandowego działa strzelał** PIS, a nie Hartman. Hartman nie przyglądał się temu beznamiętnie wpieprzając popcorn.

    * cytaty pochodzą z publicznej konwersacji na Facebooku
    ** doprecyzuję tylko, że to przenośnia, skrót myślowy, chyba zupełnie jasny, chociaż nie mam pewności
    już oceniałe(a)ś
    0
    0