Przepiękne są chwile, kiedy taka malutka istotka, która ledwo wyrosła, trzyma w rączce pieniążek i próbuje wycelować do puszki. To uświadamia nam, że powinniśmy dzielić się i pomagać, już od najmłodszych lat, tym, którzy nie mieli tyle szczęścia, co my.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nikola Megger: Widzę ślicznie uśmiechniętą wolontariuszkę WOŚP, niestety musimy rozmawiać online, ale ważne, że potrafimy się w jakiś sposób komunikować w tych dziwnych czasach. Ja ciebie znam, ale proszę przedstaw się naszym czytelnikom.

Martyna Krzyżkowska: Cześć, mam na imię Martyna, mam 16 lat, a mój sztab, z którego wyrosłam na wolontariuszkę, znajduje się w Gostycynie. Dowodzi nami niezwykła pani Roma. Bardzo mi miło, że mogę uczestniczyć w tej rozmowie, która dotyczy tak ważnego tematu.

Może na samym początku powiedz, skąd wziął się pomysł na zostanie wolontariuszką, jak zaczęła się ta cała historia?

- Jestem wolontariuszką WOŚP trzy lata i pamiętam, że było to od zawsze moje marzenie. Już jak byłam mniejsza, to w dzień finału chodziłam z mamą i wrzucałam pieniążki do puszki, a potem każdym otrzymanym serduszkiem obklejałam zeszyty szkolne. Przyrzekłam sobie wtedy, że gdy tylko trochę podrosnę i będę bardziej samodzielna, to będę wolontariuszką. Zawsze miałam taką chęć niesienia komuś pomocy, rozdawania uśmiechu i rzeczywiście, gdy zbieram te pieniążki do puszki, czy robię coś charytatywnie, dla innych, to wiem, że czynię dobro.

 To naprawdę fascynujące, że są na świecie ludzie, którzy mają taką potrzebę czynienia dobra. Niestety, są i tacy, którzy nie wierzą w bezinteresowność tej akcji, WOŚP wzbudza kontrowersje. Jak radzicie sobie, wy wolontariusze, gdy spotykacie się z negatywną opinią?

- Przede wszystkim zachowujemy zimną krew, bo chodzi o to, aby sytuację załagodzić i doprowadzić do zakończenia ewentualnej konfrontacji jak najszybciej. Odpowiadamy na zaczepki grzecznie, aby przeciwnicy wiedzieli, że nie zamierzamy wszczynać niepotrzebnego zamętu. Tłumaczymy, że tak jak my szanujemy zdanie negatywnie nastawionych do akcji WOŚP, tak ci powinni uszanować naszą wolę i chęć pomocy. Dobrym rozwiązaniem jest również nie reagować na zaczepki, bo rzadko kiedy tłumaczenia zdenerwowanym przeciwnikom spowodują zmianę nastawienia. Ważne jest bezpieczeństwo wszystkich wolontariuszy, dlatego musimy zważać na słowa i czyny. Takie sytuacje, przynajmniej z mojego doświadczenia, bywają rzadko, ale jednak się zdarzają, dlatego jesteśmy przygotowani, a w razie potrzeby, opiekę sprawuje również policja.

W styczniu zazwyczaj bywa mroźnie, co robicie, aby jednak ten chłód pokonać i nadal trzymać ten wielki uśmiech na twarzy?

- Uśmiech pojawia się w momencie, kiedy wiem, że dzisiaj zrobię coś dobrego, tym uśmiechem zarażamy przechodniów, bo to ważne, aby każdy miał świadomość, że my chcemy pomagać i robimy to dla innych ludzi. Cieplej robi się w momencie, kiedy to ktoś odwzajemni twój uśmiech albo wrzuci ten pieniążek, bo wiadomo, że nawet grosz jest ważny. Przepiękne są chwile, kiedy taka malutka istotka, która ledwo wyrosła, trzyma w rączce pieniążek i próbuje wycelować do puszki. To uświadamia nam, że powinniśmy dzielić się i pomagać, już od najmłodszych lat, tym, którzy nie mieli tyle szczęścia, co my, bo ogromnym szczęściem jest być zdrowym i korzystać w pełni z życia. W przypadkach naprawdę krytycznych to wspomagamy się termoforem bądź jakąś gorącą herbatką z termosu.

Czyli rozumiem, że ten uśmiech od ludzi i ta niesiona pomoc to tak jakby motywacja.

- Dokładnie tak, niezwykła motywacja, myślę, że bez tego ani rusz.

W jaki inny sposób działacie, aby jak najwięcej tych pieniążków uzbierać?

- W czasie, kiedy jeszcze mogliśmy mieć jakiś bezpośredni kontakt z ludźmi, to robiliśmy kiermasze, przeróżne czekoladowe dni, słodkie dni itp. Co roku panie i panowie ruszają ze swoimi talentami i wykonują rękodzieła, aby można było je sprzedać, a fundusze przekazać na WOŚP. Mają ogromnie wielkie serce, poświęcają tak dużo czasu i swoich sił. Kombinujemy na wszelkie sposoby, sprzedajemy czekoladę, ciasta, sandwicze. Wkładamy w akcję WOŚP całą energię i całe serce, aby udało się zebrać jak najwięcej. Teraz pozostały nam tylko aukcje internetowe, licytacje, przez strony w sieci oraz e-skarbonki, to również genialne możliwości, ale jednak kontakt z ludźmi dawał wiele radości. Czekam już z niecierpliwością na niedzielę.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem