4 października 2009 r. leśną drogą od strony Bydgoszczy idzie mężczyzna. Nadchodzi ósma rano, cicho i spokojnie, tylko z daleka słychać samochody pędzące obwodnicą. Niedzielny ranek jest ciepły, ale wietrzny – nad Bałtykiem szaleje orkan Seweryn, wicher targa drzewa również w Kujawsko-Pomorskiem. Ulica Dąbrowa latem to najprostszy dojazd dla bydgoszczan do letniska w Pieckach, jesienią korzystają zeń grzybiarze. A tego roku grzyby obrodziły.

Jerzy J. też ostrzy sobie zęby na podgrzybki, których najwięcej w okolicznych lasach. Zbliża się do miejsca, w którym trakt przecina drogę krajową nr 10. Widzi czerwone audi a5 i dwie leżące obok osoby. „Pewnie się migdalą” – myśli sobie i idzie dalej. – To nic nadzwyczajnego, przy „dziesiątce” póki ciepło, zawsze stoją tirówki, często też stoją osobowe auta, bo do niektórych panienek ustawiają się kolejki – zezna później.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej