Andrzej Tyczyno: Mija pół roku od pana nominacji. Jakich zmian organizacyjnych i kadrowych dokonał pan w tym czasie?

Jacek Witkowski: Kiedy obejmowałem stanowisko dyrektora, obiecywałem, że nie zrobię rewolucji. Wdrożyłem jednak pewne usprawnienia i przesunięcia, które już przynoszą wymierny skutek. Po pierwsze, w wydziale zamówień publicznych widziałem problem w komunikacji z innymi wydziałami merytorycznymi, m.in. komórką prawną. Te sprawy zostały naprawione, tzn. szybkość przepływu informacji i organizacji przetargów, a później wyłaniania wykonawców. Teraz to dobrze funkcjonuje. Poprawiłem też pewne rzeczy w wydziale windykacji, m.in. został zmieniony kierownik. Poza tym, to najważniejsze, udało mi się doprowadzić do takiej sytuacji, że ludzi zaczęli ze sobą współpracować, rozmawiać. Nikt nie patrzy na czubek własnego nosa – że jego wydział to jest jego wydział i reszta go nie interesuje. Myślimy o firmie globalnie, nie tylko o swojej działce, bo tak ktoś robił przez 20 lat. Teraz działamy jak grupa ludzi, która ma do wykonania konkretne zadania. I widzę, że jest wiele osób w firmie, którym naprawdę się chcę. Oczywiście są wyjątki, jak wszędzie. Wydaje mi się jednak, że udało się zmienić sposób myślenia.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej