– Zakłady stały się problemem nie tylko środowiskowym, ale też zdrowotnym – mówił Grzegorz Boroń, dyrektor Wydziału Zintegrowanego Rozwoju Urzędu Miasta w Bydgoszczy. Na dzisiejszą (28 marca) sesję rady miasta przygotował obszerną prezentację. W dolinie Wisły pierwsze pogorszenie jakości wody oficjalnie stwierdzono w 1963 r. Dlatego mieszkańcom Łęgnowa i Otorowa wodę dostarczano za darmo aż do 2014 r. – Kilkadziesiąt tysięcy ton siarczynu pofenolowego złożonego bezpośrednio w gruncie przy ul. Zielonej cały czas oddziałuje – opowiadał.

Potrzeba 2 mld zł

W 2006 r. Skarb Państwa sprzedał większość akcji Zachemu Ciechowi. – To był początek dochodzenia do określonych standardów ochrony środowiska. Ale już osiem lat później ogłoszono upadłość Infrastruktury Kapuściska – mówił. Wtedy prezydent Bydgoszczy zgłosił do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska 10 obszarów zanieczyszczonych. Kompleks składowisk syndyk sprzedał prywatnemu przedsiębiorcy. – Nie podjęto działań, by przywrócić stan środowiska. Nie podjęto też eksploatacji ujęcia barierowego. Od 2014 r. nie działa, więc przepływ zanieczyszczeń następuje w sposób niekontrolowany – tłumaczył Boroń.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej