W połowie lat 90. Jan Lewan, król polki z Pensylwanii, rzutki biznesmen i znajomy Jana Pawła II, świętował nominację do nagrody Grammy. Dekadę później walczył o życie, gdy w więzieniu o zaostrzonym rygorze skazany z celi podciął mu gardło. Rok temu znów był szampan i występ w świetle reflektorów, kiedy Lewan uświetnił premierowy pokaz filmu o swoim życiu. W „Królu polki” gra go znany komik Jack Black. – Podczas kręcenia filmu codziennie wieczorem dzwonił do mnie. To były godziny, tysiące pytań. Obiecał, że na ekranie będzie mną. Dotrzymał słowa i pokazał moje błędy, których żałuję – opowiada piosenkarz.

Śpiewał w Opolu

Dwupiętrowa kamienica z wieżyczką stoi jako pierwsza przy Kordeckiego – tuż przy skrzyżowaniu z ul. Focha. – Adres rodzinnego domu pamiętam dokładnie. Wtedy to była ul. Olszewskiego, teraz Kordeckiego. Dom numer 4 – opowiada „Wyborczej” Jan Lewan. Budynek stoi, ale sąsiedztwo znacznie się zmieniło od dzieciństwa Jana Lewandowskiego, który w Ameryce skrócił swoje polskie nazwisko. – Zaraz obok domu mieliśmy przecież kanał. Z kolegami łowiliśmy w nim ryby. Pamiętam wejście do przedszkola naprzeciwko naszego domu, plac Poznański, kolejkę wąskotorową na Okolu i tramwaj, którym jeździliśmy do lasu na Bielawkach – opowiada. Z Bydgoszczy wyjechał w wieku 7 lat. Zamieszkał w Sopocie i zaczął śpiewać. Na początku w domu, z rodzicami przy pianinie. W Gdyni skończył muzyczną szkołę średnią, trafił do operetki.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej