Budynek przy Witebskiej 30 w Bydgoszczy został zburzony, mimo że żaden urząd nie wydał na to zgody. – To totalna samowolka – oburza się Sławomir Marcysiak, miejski konserwator zabytków. – W 2015 r. wydaliśmy negatywną opinię odnośnie takiego pomysłu. W tej chwili prosimy inne wydziały o informację, kto jest właścicielem budynku. Podejrzewam, że wojewódzki konserwator zabytków będzie wszczynał postępowanie w tej sprawie.

Sprawdzamy, czy pozwolenie wydały inne wydziały: – Sprawdzaliśmy tylko tę budowę w rejestrze. U nas nawet nie było żadnego wniosku o rozbiórkę – mówi dyrektor Wydziału Administracji Budowlanej Katarzyna Łaskarzewska-Karczmarz. 

Wszyscy, z którymi rozmawiamy, są oburzeni. Ale nie ma zgody, kto powinien w tej sprawie interweniować.

Wojewódzki konserwator zabytków twierdzi, że odpowiednim organem do wszczęcia postępowania jest powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Z kolei on uważa, że to działka prokuratury.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej