Marcin Kowalski: Któryś z polityków PiS-u do pani zadzwonił? Zapytał, czy nie potrzebuje pani pomocy?

Karolina Piasecka: Nie, ale nie oczekuję takich telefonów. Nie mam złudzeń.

Nie tli się gdzieś w środku żal, że zostawili panią samą z córeczkami?

– Nie myślę o tym, mam mnóstwo ważniejszych problemów. Muszę zdążyć odebrać córkę ze szkoły, ogarnąć codzienne sprawy, co chwilę dzwonią dziennikarze.

Ma pani już dość tej medialnej burzy?

– Po dziurki w nosie. Moim celem nie było udzielanie stu wywiadów.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej