Adam Gajewski: Zabrałbym bydgoszczan do Ritzen. Po autografy

3/5

ŁUKASZ ANTCZAK

Opowiada Adam Gajewski - pracownik MCK -u, autor telewizyjnego programu "Archiwum B" o historii Bydgoszczy

Pracuję na "Lemarze" zawiadywanej przez Miejskie Centrum Kultury. To oczywiście zabytek szlaku TeH2O. Nie jest to jednak pierwszy "teho-obiekt", z którym jestem związany. Zaczęło się od Muzeum Kanału Bydgoskiego!

Na tegorocznym plakacie TehoFestu przypominam postać Emmetta Browna, szalonego naukowca w elektryzującej serii "Powrót do przyszłości". Na jedną chwilę założę zatem, iż sam też potrafię wędrować w czasie, przenosić się z miejsca na miejsce. Wspominam, ale też fantazjuję - zapraszam w podróż, która dla mnie miała swój start przy Nowogrodzkiej, gdzie Sebastian Malinowski stworzył muzeum z niebytu. A tak naprawdę, bez przenośni, to z zapomnianej szkolnej toalety!

Idea powstała na moich oczach. Uczyłem się w III LO, gdzie Malinowski zaczynał właśnie wykładać historię. "Histę", jak wówczas mówiliśmy. Właśnie Sebastian kazał nam - całej klasie - po raz pierwszy spojrzeć na kanał oczami wyobraźni. "Widzicie te drewniane berlinki, płynące barki?!" - pytał. I zobaczyłem. Naprawdę. To było dobre przygotowanie do tego, aby w przyszkolnej ruderze dostrzec Muzeum Kanału Bydgoskiego. Otworzyliśmy je razem, ja już jako absolwent i współpracownik "Seby" Malinowskiego. Remont, wieszanie eksponatów trwało do ostatniej nocy przed wernisażem. Dobrym duchem i patronem całego szalonego przedsięwzięcia był Krzysztof Wiśniewski i jego "budowlańcy", a do prac przy pierwszej wystawie stawiali się uczniowie, Asia, Jacutek, Andrzej, który zdeponował pierwszy i od razu bardzo poważny eksponat - świetnie zakonserwowaną łódkę rekreacyjną typu hamburskiego, w której wioślarz płynął wpatrzony w górujący nad nim fotel pasażera. "Tutaj siedział młody chłopak, a dama jego serca patrzyła mu prosto w oczy. Zmierzają właśnie do czwartej śluzy." - snuł wizję mój dawny nauczyciel, dotykając gładkiego drewna smukłej łodzi. Gdybym naprawdę był Emmettem Brownem, zabrałbym "Sebę" nad kanał - może w ten słynny dzień międzywojnia, gdy marszałek Józef Piłsudski, jeden jedyny raz goszcząc w Bydgoszczy, już na dworcu kolejowym miał zapytać komitet powitalny: "A zaprowadzicie mnie na śluzy?". Tak wielka miała być sława bydgoskiego skupiska parków, restauracyjek, sal tanecznych, rozciągających się niczym zielone planty wzdłuż prostych, zadrzewionych brzegów. Zabrałbym "Sebę" nad kanał w przededniu jego śmierci, uprzedzając los, który pomysłodawcę muzeum dopadł tak niespodziewanie.

Z Muzeum Kanału Bydgoskiego wiodła jeszcze jedna droga w czasoprzestrzeń. Wprost do miasteczka Ritzen. Wiedzą, państwo, gdzie to jest? Uważni i pamiętliwi widzowie "Czterech pancernych i psa" nie mają wątpliwości. Ritzen to filmowa Bydgoszcz. Dominantą serialowych scen realizowanych w sierpniu i wrześniu 1968 roku były akcje rozgrywane na wodzie, na pokładzie barek, w kanale śluzy "Okole". Wybór filmowców nie był przypadkowy - ówcześnie Bydgoszcz należała do najważniejszych ośrodków żeglugi śródlądowej. Przypomnienie tamtych filmowych dni było również twórczą "obsesją" Malinowskiego. Nie zdążył przygotować wystawy zdjęć fotografa serialowej ekipy - Romualda Kropata. Ideę przejął Tomasz Izajasz - aktualny opiekun muzeum. Napisał on i wydał zgrabny albumik - pokłosie wystawy otwieranej w 45. rocznicę wyemitowania pierwszego odcinka telewizyjnej sagi o przygodach załogi "Rudego 102". Wówczas spotkałem też "ludzi z Ritzen" - świadków filmowych zmagań. Czasem zmagań z wodnym żywiołem. Na potrzeby odcinka pod tytułem "Wysoka fala" zdecydowano się przykładowo na kosztowną i czasochłonną operację podtopienia bydgoskiego Rybiego Rynku. Scenę tę zapamiętała świetnie Krystyna Cofta-Wysokińska, wieloletnia pracownica Żeglugi Bydgoskiej: - Siedziba naszego przedsiębiorstwa mieściła się jak wiadomo w "pałacyku" przy Rybim Rynku; w suterenie było archiwum, dlatego najniższe okna do połowy swej wysokości zostały zamurowane. My przyglądaliśmy się, jak od strony Brdy wojsko układa worki z piaskiem, a potem wężami zaczęto pompować wodę. Niezapomniane wrażenie! Cały ten zgiełk, praca ekipy filmowej, wysiłki aktorów i statystów były dla nas wielką ciekawostką, atrakcją! Mnie najbardziej uderzało to, jakimi prostymi środkami wtedy się posługiwano - gdy w ujęciu woda miała się pienić niby wzburzona fala, ekipa "Pancernych" rozcieńczała we wiadrach proszek do prania Ixi; tą pianą trzeba było potem w odpowiednim momencie chlusnąć. Wybuchy imitowano zaś paleniem magnezji - usłyszałem wtedy od rozmówczyni.

Myślę, że jako Emmett Brown dałbym frajdę wielu bydgoszczanom, zabierając ich choć na chwilę do Ritzen. Po autografy. Na szlaku TeH2O (prawie) wszystko jest możliwe!

Wszystkie zdjęcia
  • Kinga Puchowska: Szlak jak mozaika wspomnień
  • Piotr Drozdrowski: Szyprowie dla Bydgoszczy jak górnicy dla Śląska
  • Adam Gajewski: Zabrałbym bydgoszczan do Ritzen. Po autografy
  • Kilka słów o TehoFest
  • Szczegołowy program
-->